6 lip 2015

ROZDZIAŁ 8

•Ashton•
Zwykle miałem głęboki sen, z którego nie było mnie łatwo wybudzić, lecz nowe miejsce i ten... chłopak o innej orientacji – nie chciałem używać słowa gej, poświęcałem się dla Abby – sprawiały, że mimowolnie byłem czujny. Dlatego rano, gdy dziewczyna zbierała się do pracy, obudziłem się i dałem jej soczystego buziaka na dobry początek dnia i powróciłem do wcześniejszej czynności – spania.
Niestety nie dane mi było długo tego ciągnąć. Miałem wrażenie, że minęło zaledwie kilkanaście minut, gdy Luke z hukiem wpadł do pokoju, który zajmowałem, chociaż w rzeczywistości minęły trzy godziny.
– Zrobiłem śniadanie!
Luke uśmiechał się szeroko, stojąc przy moim łóżku z tacą w rękach.
– A myślałem, że lenistwo zwycięża – odburknąłem, na co zaśmiał się tym swoim irytującym, piskliwym śmiechem.
– Powiedzmy, że dzisiaj miałem dobrą motywację. – Wyszczerzył do mnie zęby, na co przerażony przewróciłem się na drugi bok, tyłem do niego. Ku mojemu nieszczęściu – wcale go to nie zraziło!
– Chcę spać – powiedziałem dobitnie.
– No weź, nie bądź taki! – jęknął. – Specjalnie dla ciebie zrobiłem naleśniki! Kto nie lubi naleśników? – gadał jak najęty.
– Ale ja chcę spać – powtórzyłem. – Mam przeliterować?
– Ale... ale później będą zimne – powiedział już nieco ciszej.
– To mi je podgrzejesz – uciąłem dyskusję.


– No co on najlepszego robi!? Kretyn! Kretyn jakich mało!    krzyczał Hemmings, gestykulując żywo i podskakując na kanapie za każdym razem, gdy drużyna przeciwników zdobywała punkty. – Ale tyłek ma niezły – dodał po chwili, na co automatycznie odsunąłem się jeszcze dalej od niego. – No co?
– Jajco – mruknąłem.
Sięgnąłem ręką do paczki chipsów, ale natrafiłem na dłoń blondyna. Jego delikatna, wypielęgnowana dłoń otarła się o moją nieco szorstką – czy każdy gej ma takie delikatne rączki? Odruchowo cofnąłem rękę, co chłopak skomentował jedynie śmiechem.
– Z całym szacunkiem, Ashton, ale tak na poważnie... nie bardzo chcę odbijać chłopaka mojej przyjaciółce – powiedział, ale zignorowałem jego wypowiedź, wlepiając wzrok w ekran plazmy, na którym właśnie rozgrywał się mecz koszykówki.
Kolesie w pomarańczowych i zielonych strojach biegali po boisku, podając i zabierając sobie nawzajem piłkę, aby trafić do kosza i zdobyć jak najwięcej punktów. Zazwyczaj nie oglądałem sportu – kiedy jeszcze miałem własne mieszkanie, spędzałem w nim mało czasu, służyło mi raczej za sypialnię – ale nie bardzo miałem co robić, a Luke okazał się zatwardziałym fanem koszykówki, siatkówki, footballu i nie wiadomo czego jeszcze, więc koniec końców nie miałem innego wyjścia, jak oglądać to z nim. W końcu mając do wyboru nudę i mniejszą nudę, wszyscy wybierają drugą opcję. Abby pracowała, a ja nie chciałem jej przeszkadzać, rozpraszając swoją obecnością. Michael załatwiał jakieś swoje sprawy za miastem i wspominał coś o kupnie nowej lodówki. Na Clover nie miałem co liczyć. Ale nie ma się co oszukiwać – u Hemmingsa były luksusy, z jakich nie często zdarza mi się korzystać. Nie mogłem więc pozwolić przejść okazji przed nosem.
– Nic nie powiesz?
Uparcie milczałem. Kim on dla mnie był, abym rozmawiał z nim o Abby?
– Przyjaźnimy się, ale to wiesz. Mówi mi o wszystkim. A raczej mówiła, bo odkąd się poznaliście, ciągle ma jakieś sekrety i nie ma już dla mnie czasu. Nie chciała mi nawet opowiedzieć w jakich okolicznościach cię spotkała – mówił rozgoryczony.
– Posłuchaj, Luke... – zacząłem spokojnie. – Nie mam wpływu na to, co Abby ci mówi, a co nie, więc nie rozumiem, po co mi to wszystko mówisz.
– W sumie racja... Oh, patrz! – wskazał palcem plazmowy ekran. – Ale to był rzut! Widziałeś? Za trzy punkty!
– No za trzy, skoro rzucił ze środka boiska – prychnąłem.
– Umiesz grać? – zapytał niespodziewanie.
– Co? W kosza? Nie. Jedyny sport jaki lubię, to jazda na motorze.
Roześmiał się.
– Mam za domem boisko, jak chcesz możemy chociaż porzucać do kosza – zaproponował. – No wiesz, ty pobiłeś mnie w pokera, ja chcę pobić cię na boisku. – Uśmiechnął się.
– Może potem – ziewnąłem. – Ale teraz skoczę się zdrzemnąć, bo ktoś rano nie pozwolił mi się wyspać.
W salonie na nowo rozbrzmiał śmiech blondyna – irytująco piskliwy. Podniosłem się z kanapy i byłem już przy drzwiach, gdy głos Hemmingsa mnie zatrzymał.
– Ashton?
– Tak?
– Moja przyjaźń z Abby nie pozwala mi cię podrywać, ale... tyłek masz ekstra!
Pozostawiając to bez komentarza, opuściłem salon, zostawiając za sobą głośny śmiech chłopaka.

•Abby•
– Gotowa?
Ashton pojawił się za moimi plecami znienacka, sprawiając, że drgnęłam zaskoczona, a szklanka z wodą wyślizgnęła mi się z rąk, spadając na blat i wylewając na niego całą zawartość. Westchnęłam ciężko. Miałam szczęście, że szkło się nie pobiło.
– Już nie. Muszę to posprzątać.
– Co taka strachliwa jesteś? – zapytał, nawiązując nie tyle do sytuacji sprzed chwili, co do tej mającej miejsce wcześniej. Przyszedł do księgarni kilkanaście minut po wyjściu wujka Caluma, ale również po tym, jak własnoręcznie zamknęłam drzwi. Nie miałam pojęcia, jakim cudem znalazł się w środku, ale tak się stało. A fakt, że zaszedł mnie od tyłu i klepnął otwartą dłonią w moją pupę, gdy akurat pochylałam się nad dwoma pudełkami na zapleczu, w dodatku niezbyt delikatnie, wcale nie sprawiał, że czułam się bezpiecznie. Nauczyłam się już, że Ashton zupełnie odchodził od standardów ludzi, z jakimi zadawałam się do tej pory. Nie był ani poukładany, ani odpowiedzialny, ani przykładny i uczynny. Ale dzięki temu nie był też nudny i schematowy – w końcu zaskakiwał mnie niemal za każdym razem. Sprawiało to jednak, że odczuwałam chwilami pewien dyskomfort    Ashton był kimś, kogo nigdy w życiu nie zaakceptują moi rodzice.
– Abby?
– Przepraszam, zamyśliłam się – odpowiedziałam roztargniona, zaciekle wycierając mokry blat. – Wystraszyłeś mnie dzisiaj już dwa razy!
– Drugi nieświadomie! – krzyknął obronnym tonem.       ochanie no, nie obrażaj się.
Objął mnie w pasie, przyciągając do siebie. Wtuliłam plecy w jego tors, pozwalając ciału odprężyć się po ciężkim dniu pracy.
– Już dobrze?
– Mhm – odmruknęłam.
– Dzisiaj też śpisz u Luke'a?
– Nie, muszę wrócić do domu. – W moim głosie wyczuwalny był zawód i wiedziałam, że Ashton na pewno to wyłapał, przez co na moje policzki wypłynęły rumieńce.
– A nie możesz pogadać z rodzicami i namówić ich na jeszcze jedną noc?
– Nie wiem, Ash. – Wzruszyłam ramionami. – A co, nie potrafisz beze mnie zasnąć? – rzuciłam zuchwałym tonem, na co blondyn cicho zachichotał.
– Oh, że byś tylko wiedziała, co mi się śniło, gdy ty smacznie spałaś obok, wciskając we mnie swój zgrabny tyłeczek i zabierając mi kołdrę.
– Zboczeniec! – fuknęłam i wyrwałam się z jego uścisku, na dokładkę uderzając go pięścią w ramię.
– Jesteś okropny!
– Ale za to mnie kochasz – odparł, śmiejąc się. – A za karę, że postąpiłaś nie ładnie i mnie uderzyłaś, spędzisz ze mną dzisiejszy wieczór. W magazynie ma być kilkoro znajomych. Zgadzasz się? A nie – szybko się poprawił – nie masz wyboru. To twoja kara. – Posłał mi szeroki i pełen satysfakcji uśmiech.


Nie uśmiechało mi się znowu wracać do tego miejsca, ale Ashton miał dar przekonywania, pod którego urokiem byłam. Nie byłam w stanie mu odmówić, sprzeciwić się. Spoglądał na mnie oczyma pełnymi wesołych iskierek i posyłał swój piękny uśmiech, od którego miękły mi kolana.
Obejmował mnie ręką w pasie i kierował się do wejścia. Miałam przeczucie, że ten dzień nie będzie należał do najlepszych, że stanie się coś, co nie będzie miłe. Podejrzewałam też, że będzie tam Nick – a jego obecność obok mnie sprawiała, że Ashton robił się nieprzyjemny. A do tego ta blondynka, która przejmowała całą uwagę Irwina. Była w centrum zainteresowania, a mnie odpychała w cień, co wcale mi się nie podobało.
– Czemu jesteś spięta? – szepnął mi do ucha, gdy byliśmy już prawie przed ogromnymi drzwiami.
– Wydaje ci się – odparłam, chociaż miał rację. Ale nie mogłam mu powiedzieć o moich obawach. Był starszy, uznałby mnie za dziecinną, niedojrzałą i zazdrosną. Posłałam mu lekki uśmiech, który miał go uspokoić. Ale czy tak się stało?
Spojrzał na mnie uważnie, świdrując poważnym wzrokiem – zupełnie jakby mnie przejrzał. Ale wtedy kąciki jego ust uniosły się ku górze, a następnie pochylił się i słodko cmoknął moje usta, zostawiając na nich miętowy posmak po gumie do żucia.
– W porządku?
– Będzie w porządku, jeśli zrobisz to jeszcze raz – uśmiechnęłam się chytrze.
– Mówisz, masz – zaśmiał się.
Tym razem całował mnie długo, delikatnie i namiętnie. Dłońmi gładził moje biodra, co chwilę zsuwając je na pośladki i cofając z powrotem.
– Lepiej?
– Znacznie lepiej – uśmiechnęłam się, a on splótł nasze dłonie razem i pociągnął mnie w stronę wejścia.


Niewiele się pomyliłam – Ashton szybko stracił zainteresowanie moją osobą. Co prawda w pobliżu nie było ani Clover ani Nicka, ale za to był poker i grupka jego dobrych znajomych. Ale czy w porządku było zostawić mnie na pastwę losu na kanapie, gdzie siedziałam sama i nawet nie miałam książki do czytania? Moje ciemne włosy, dotychczas związane w warkocza, rozpuściłam i przeczesałam palcami, przez chwilę bawiąc się ich końcówkami, aby po chwili zacząć je ponownie zaplatać. Powtórzyłam tę czynność kilka razy; pochłonęła całą moją uwagę i nie zauważyłam nawet, kiedy Clover do mnie podeszła i zajęła miejsce obok.
– Abby, zgadza się? – zapytała miłym głosem.
Spojrzałam na nią wrogo, chociaż od dziecka byłam nauczona, aby być miłą i porządną dziewczynką, która nie ocenia ludzi, których nie zna. Ale jak miałam jej nie oceniać, skoro przyciągała uwagę Ashtona samą swoją obecnością. Nawet teraz spojrzał w naszą stronę, czego nie zrobił ani razu, dopóki ona tutaj nie przyszła.
– Zgadza – potwierdziłam.
– Ja Clover.
Nie odpowiedziałam, na co ona jedynie posłała mi kpiący uśmiech.
– Nie nudzi ci się?
– Nie – warknęłam, nie dbając o kulturę osobistą.
– Czemu z nimi nie grasz? – dopytywała.
– Bo nie umiem.
Blondynka niemożliwie działa mi na nerwy, irytowała samym faktem, że żyje i dobrze zna Irwina.
– Mogłabym cię nauczyć – zaproponowała, na co zacisnęłam pięści. – Ale jesteś nudna. Nawet na taką wyglądasz, no wiesz, miła, uczynna, przykładna, słodka i skromna – wzruszyła ramionami. – Aż się dziwię, co Ash w tobie zobaczył.
Krew we mnie zawrzała. Nie powinnam się denerwować, przecież mówiła samą prawdę – byłam taka, jak wymieniła. Ale wzmianka o Ashtonie rozjuszyła mnie. Zacisnęłam zęby, aby przypadkiem nie powiedzieć czegoś niewłaściwego, chociaż byłam pewna, że nawet by ją to nie ruszyło.
– Żyjesz rutyną, codziennie to samo. Mogę się założyć, że jeszcze nigdy nie pojęłaś spontanicznej decyzji, zawsze musisz wszystko przeanalizować, zapytać o pozwolenie rodziców. Jak wszystkie twojego pokroju – prowokowała mnie, jednocześnie bawiąc się jednym z blond loków, które okalały jej twarz i spadały na ramiona.
Była ładna, zupełne przeciwieństwo mnie. Może ideałem dziewczyny według Ashtona były blondynki, te zabawniejsze, odważniejsze...?
– No co, nie odezwiesz się? – kpiła ze mnie. Brakowało jedynie, aby się roześmiała.
– Nie mam ochoty na rozmowę.
Na rozmowę z tobą – dodałam w myślach, ale nie wypowiedziałam tego na głos. To byłoby jak samobójstwo. Clover zmieszałaby mnie z błotem i podeptała, gdybym powiedziała coś takiego.
– Czyżby panienka obrażała się o byle słówko?
Miałam serdecznie dosyć. Wstałam i po raz kolejny olewając zasady dobrego wychowania, jakich nauczyli mnie rodzice, odeszłam bez słowa, kierując się w stronę stołu, na około którego chłopcy grali w pokera.
– Coś się stało, kochanie? – zwrócił się do mnie Ash, łapiąc mnie za dłoń i ciągnąc sobie na kolana.
– Tak, Ashton. Chcę wrócić do domu – powiedziałam twardo, ale cicho, aby tylko on mnie usłyszał. Nie było to trudne, gdyż cała reszta rozmawiała dość głośno.
– Teraz? – jęknął. – Wygrywam.
– Teraz. A jeśli nie, wrócę sama na piechotę.
Podniosłam się, chcąc pokazać, że mówię na poważnie, chociaż w duchu modliłam się, aby Irwin okazał się tym, za jakiego go uważałam. Po raz ostatni spojrzał na górę pieniędzy, jaka przed nim leżała, a następnie przeniósł wzrok na mnie.
– Chłopaki, my z Abby już spadamy – powiedział niechętnie, zwracając na siebie uwagę całego towarzystwa.
Czułam na sobie intensywny wzrok Clover, ale nie dałam jej tej satysfakcji i nie odwróciłam w jej stronę.
– Żartujesz? W połowie kolejki? – zdziwił się jeden z chłopaków.
– Sorry, Chris, siła wyższa. Musimy już jechać – wzruszył ramionami.
– Zdajesz sobie sprawę, że Ashton Irwin, który zawsze wygrywa, właśnie przegra? – zapytał drugi.
Ashton jedynie kiwnął głową, aby następnie odłożyć karty na stół i objąć mnie ramieniem. Szybko pożegnał się ze wszystkimi, a na koniec posłał Clover wielki uśmiech. Zacisnęłam pięści i rozprostowałam je dopiero, gdy wyszliśmy na zewnątrz. Wtedy też odetchnęłam z ulgą.
Jednak Clover dobiła swojego – zasiała we mnie ziarno czegoś, co sprawiło, że wpadłam na coś, na co w życiu bym się nie zdecydowała. Musiałam jej pokazać, że nie miała racji.

•Ashton•
Byłem wściekły – okazja na wygraną przeszła mi koło nosa tylko i wyłącznie z mojej własnej winy. Zamiast zostawić Abby samą, powinienem był zabrać ją ze sobą i posadzić sobie na kolanach, byleby tylko była ze mną, rozmawiała i nie siedziała sama na kanapie. Ale na to było za późno, a ona właśnie wchodziła do klatki schodowej i nawet się ze mną nie pożegnała. Rzuciła jedynie zwykłe „dzięki” i zamyślona odeszła.
Wiedziałem, że nie chodzi tylko o moje zachowanie – było coś jeszcze, ale nie wiedziałem co i nie bardzo chciałem naciskać. Może miała ten dzień, stąd jej złe samopoczucie?
Gdy wróciłem do Hemmingsa, nawet nie sprawdziłem, czy jest w domu, od razu kierując się do sypialni, gdzie położyłem się spać. Nie chciałem myśleć o tym, że przegrałem – a raczej wycofałem się z gry na prośbę dziewczyny. Ale nie mogłem pozwolić jej wracać samej po ciemku do domu, w dodatku wąskimi alejkami. Skoro ją przywiozłem, musiałem też odwieźć.
Następnego dnia zostałem brutalnie obudzony o godzinie trzynastej przez Hemmingsa, który nie mając skrupułów, wskoczył na moje łóżko, drąc się ile wlezie.
– Czego ty ode mnie chcesz? – mruknąłem, wciąż wciskając twarz w poduszkę. Nie rozumiałem, dlaczego nie mogłem się wyspać jak normalny człowiek.
– Mieliśmy zagrać w kosza. Obiecałeś mi – powiedział zadowolony.
– Niczego ci nie obiecywałem – odpowiedziałem, za co zostałem ukarany zabraniem mi kołdry. – Oddaj mi to – warknąłem. – Chcę spać!
– Powiedziałeś, że „może potem” – upierał się. – A teraz jest potem!
Wywróciłem oczami – dlaczego on zachowuje się jakby miał siedem lat?
– Najpierw chciałbym zjeść śniadanie – powiedziałem, gdy już było niemal pewne, że się nie wykręcę i będę musiał biegać jak kretyn po domowym boisku za piłką, na co zupełnie nie miałem ochoty, ale cóż, siła wyższa.
– To sobie coś zrób – odparł, schodząc zadowolony z mojego łóżka. Dostał co chciał i uśmiechał się od ucha do ucha.
Nie wiedziałem, gdzie zniknął na kolejnych kilkanaście minut, podczas których ja wziąłem szybki, zimny prysznic – który miał mnie orzeźwić, skoro nie dane mi było porządnie się wyspać – i zdążyłem przejrzeć zawartość lodówki. Nie miałem pojęcia, co zjeść – wieczny dylemat. W końcu jednak zdecydowałem się podgrzać w mikrofali pizzę, którą znalazłem z zamrażalniku – szybkie i syte. Wszedł do kuchni chwilę po tym jak przystroiłem jedzenie ketchupem, a przynajmniej tak myślałem.
– Znowu gapisz się na mój tyłek? – zapytałem, czując na sobie intensywne spojrzenie.
– Może. – Zamiast głosu blondyna usłyszałem znajomy, dziewczęcy głos.
– Abby! – Odwróciłem się z entuzjazmem do dziewczyny, ale zamarłem i spojrzałem na nią z niedowierzaniem. – Coś ty zrobiła z włosami?!
– Ścięłam? – Bardziej zapytała niż powiedziała.
Musiałem przyznać, że wyglądała słodko z krótkimi – bo sięgającymi zaledwie do linii szczęki – ciemnymi kosmykami. Zniknęły jej długie włosy, ale tak też wyglądała dobrze i cholernie seksownie. Założyła luźny kosmyk za ucho, posyłając mi lekki uśmiech.
– Podoba ci się?
– Bardzo, ale... nie rozumiem, dlaczego...?
– Twoja blond-włosa przyjaciółka mówiła o zmianach, więc wstałam rano i... to trochę szalone jak na mnie, nie?
– Zaraz, zaraz... Mówisz o Clover? – zapytałem, przypominając sobie, że rozmawiały wieczorem.
– No – przeciągnęła. – Tak.
– Blond przyjaciółka, mówisz? To moja siostra, kochanie.
Zaśmiałem się, widząc jej zaskoczoną minę i wielkie rumieńce, pokrywające jej policzki.
– Siostra? Oh. 



Mamy nadzieję, że wam się podobało. ZAPRASZAMY DO KOMENTOWANIA.
Kolejny rozdział 15 lipca :) / Bellezza i Koneko

9 komentarzy:

  1. Ojejciu.
    Ash się zmienia! Skoro opuścił, dla dziewczyny, wygraną to chyba o czymś świadczy, nie? Zwłaszcza, że był spłukany.
    Tylko nie rozumiem, co ona zrobiła z włosami? Ścięła je? Przefarbowała? Jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić. Czytam ten fragment, ale nic nie wskazuje na widoczne zmiany. No, przynajmniej ja ich nie widzę.
    Wybaczcie, że tak krótko, ale muszę już lecieć.
    Pozdrawiam, karmeeleq.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No nareszcie sie dowiedziała kim jest Clover ! :D
    Rozdział super i juz chce kolejny ;)

    http://beside-you-5-seconds-of-summer.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, trafiłam tutaj zupełnie przez przypadek.
    Twoje opowiadanie mnie naprawdę zaciekawiło i pewnie zabaluję tutaj długo ;)
    Już nie mogę się doczekać nowego rozdziału.
    A tym czasem zapraszam do siebie, dopiero zaczynam...
    http://my-name-is-memory.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahah przyznaję się ... KOCHAM TO :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko Luke jesteś, jak słodziakowaty wrzut na tyłku Irwina hahaha :D Nieźle Abby była zazdrosna i to było słodkie :D Lubię tą parkę :) Lubię ich razem. Czekam na kolejną część. Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahahha, za każdym razem, jak czytam ich rozmowy, to śmieję się pod nosem. Abby jest taka zabawna! Tak uroczo niewinna, że aż zastanawiam się, czy takie osoby naprawdę istnieją... A Irwin? Boże, idealny facet. Chcę go, teraz, już, tutaj xd
    Clover nieźle wpłynęła na Abby, że aż obcięła włosy, ale, hm, zmiany każdemu się przydadzą, prawda? No i Luke... Świetny, czuję, że stworzy z Ashtonem jako-taką przyjaźń :D A przynajmniej mam taką nadzieję.
    Widzę, że zawiesiłyście bloga na wakacje, ale dopiero dzisiaj tu trafiłam i przeczytałam wszystko, dlatego od razu komentuję, obserwuję i zapisuję <3 Świetne opowiadanie, naprawdę, nieraz się roześmiałam i rozpłynęłam, kiedy je czytałam. Dobra robota <3
    Zapraszam też do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały rozdział, zajebisty po prostu. Za każdym razem jak czytam Wasze rozdziały to normalnie leje ze śmiechu, dosłownie... Znaczy no nie, że dosłownie dosłownie, ale no... No chyba wiecie o co chodzi, nie? No po prostu WoW... Abby i Ash to para idealna, no i wgl Ash jest taki... taki... idealny. No i jeszcze Hemmings ... Idealny przyjaciel xD I jeszcze gotuje...
    Dopiero co tutaj trafiłam, więc inne rozdziały nie są skomentowane przeze mnie, bo mi się nie chciało i postanowiłam, że skomentuje tylko ten rozdział, ale teraz obiecuję poprawę. Dziękuje Wam, za to, że nie raz rozbawiłyście mnie do łez i po prostu dzięki Wam nie raz się rozpłynęłam, odpłynęłam, przerywałam czytanie w pół zdania, żeby przyswoić informacje, a potem z niesamowicie ogromnym entuzjazmem czytałam dalej. Wszystko po prostu idealne.
    Czekam na następny rozdział z niecierpliwością, ale wiem, że macie wakacyjną przerwę, więc poczekam, bo warto.
    Życzę Wam weny i miłych wakacji.

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy