1 lip 2015

ROZDZIAŁ 7

Ashton•
W niedzielę popołudniu leżałem na jednej ze starych kanap w magazynie. Od dwóch dni nie widziałem Abby – jak mówiła, miała dużo zajęć. Nie chciałem jej przeszkadzać i to uszanowałem.
Ash? – Do moich uszu dobiegł znajomy mi głos. Spojrzałem przed siebie, a do pomieszczenia wszedł zdenerwowany Michael. – Musimy pogadać.
Co jest? – spytałem spokojnie.
W moim samochodzie są twoje rzeczy, nie możesz dłużej u mnie mieszkać. – Usiadł obok mnie, a jego dłonie przeczesały zielone włosy. – Przykro mi stary, ale to miało być tylko na kilka dni.
Wyrzucili mnie z poprzedniego mieszkania za niepłacenie czynszu. W tym samym czasie poznałem Abby, a Michael mnie przygarnął. Nawet nie zawracałem sobie tym głowy, że mieszkam u przyjaciela. Po prostu się tym nie przejmowałem, tak jak pracą, którą powinienem znaleźć.
Powinienem w końcu coś znaleźć.
Chciałbym ci pomóc, ale sam wiesz…
Rozumiem – uśmiechnąłem się ze zrozumieniem. – I tak zrobiłeś dla mnie dużo.
Michael chciał coś powiedzieć, ale do środka wparował Nick razem z moją siostrą. Clover od razu się z nami przywitała, a na stoliku położyła chińskie jedzenie. Wyglądała na zmęczoną, ale na jej twarzy panował uśmiech, którego dawno nie widziałem.
Mam nowinę do ogłoszenia. – Spojrzała podekscytowana na nas wszystkich. – Zostaję na stałe, nigdzie już nie wyjeżdżam!
- Super – burknąłem.
Nie cieszysz się?
Jeśli będziesz pakować się w takie sytuacje jak poprzednio, to nie, nie cieszę się.
Daj spokój, Ash – jęknęła. – Do wszystkiego musisz się przyczepić.
No właśnie, Ashton, do wszystkiego. – Nick położył na jej ramieniu rękę. – A teraz powiedz mi, gdzie jest twoja ładna dziewczyna?
Tam gdzie nie ma ciebie – odpowiedziałem z powagą.
Jaki pyskaty – prychną. – Mógłbyś ją tu znowu przyprowadzić, a ja chętnie się nią zajmę.
Mówił jak najęty. Wyrażał się tak o Abby, a ja nie wytrzymałem. Wstałem z kanapy i ruszyłem w jego stronę. Jednak zanim zdążyłem cokolwiek zrobić, Michael mnie powstrzymał. Nick miał szczęście, bo inaczej rozwaliłbym mu tę śliczną buźkę.
Odwal się od niej – krzyknąłem.
Chciałem tylko pomóc, ale jak chcesz…


Stałem oparty o swój motocykl, a w moich ustach tkwił papieros. Rozkoszowałem się nikotyną, która była dla mnie wybawieniem. Czy byłem uzależniony? Oczywiście, że nie. Po prostu umilałem sobie czas, czekając na Abby. Bałem się nieco jak zareaguje na mój widok. Nie powiedziałem jej wcześniej, że będę na nią czekał. Po prostu przyjechałem, bo się za nią stęskniłem.
Z księgarni wyszła niska dziewczyna, która miała na głowie czarny kapelusz. Na jej stopach widniały idealnie białe trampki, a ubrana była w zwykły T-shirt i jeansy. Kiedy była odwrócona do mnie tyłem, mogłem ze spokojem patrzeć się na jej wyrzeźbiony tyłek. Był ideałem, a moje dłonie świerzbiły, aby go dotknąć. Wyrzuciłem papierosa i zdeptałem go podeszwą buta. Chciałem do niej podejść i objąć ją, ale była szybsza. Odwróciła się, a na jej twarzy pojawił się mały uśmiech.
Hej – przywitała się ze mną. – Co tu robisz?
Hej – uśmiechnąłem się. – Musiałem cię zobaczyć.
W porządku – pokiwała głową i zaczęła iść w stronę swojego domu. Tego się nie spodziewałem. Miałem nadzieję, że przytuli się do mnie albo chociaż porozmawia. Zamiast tego wolała mnie olać. Podbiegłem do niej i razem szliśmy przez pusty chodnik.
Nie powinnaś pracować do tak późna – odezwałem się. – Zaraz będzie ciemno, a ciebie może ktoś porwać, zabić i…
Naoglądałeś się za dużo filmów – prychnęła.
Po prostu martwię się o ciebie.
Nie musisz, jestem dużą dziewczynką.
Zatrzymałem się, a ona razem ze mną. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale ja nic nie mówiłem. Po prostu nie wytrzymałem i wpiłem się w jej miękkie usta. Nie protestowała, zamiast tego pogłębiła pocałunek, który najwidoczniej był jej potrzebny tak jak mi.
Dlaczego zachowujesz się tak jakbyś mnie nie znała? – spytałem cicho.
Śpieszę się, Ash. – Na jej twarzy pojawił się mały uśmiech. – Idę do Luke’a.
Luke – ten chłopak, który dziwnie mi się przyglądał.
Zamierzasz odwiedzić go o tak późnej porze?
Zamierzam iść do niego na noc – zaczęła iść, a mnie zatkało. Kim była ta dziewczyna?
Twoi rodzice nie mają nic przeciwko?
Mówiłam ci, moi rodzice uwielbiają gejów. Po za tym nie będziemy się nudzić. Mamy do zrobienia projekt.
Idę z tobą – powiedziałem pewnie. – Nie będziesz siedzieć sama z tym…
Zlustrowała mnie wzrokiem, a ja ugryzłem się w język. Najwidoczniej nie chciała, abym go przy niej obrażał.
Zaczekaj przy księgarni, dobrze? – powiedziała spokojnie. – Będę tam za dwadzieścia minut, a potem pojedziemy do Luke’a.
Ale najpierw odprowadzę cię do domu.
Ash...
Dobra, już mnie nie ma – zaśmiałem się, a ona zrobiła to samo. Pocałowałem ją znowu i odszedłem w stronę swojego motocyklu, po drodze oglądając się do tyłu co kilka kroków i spoglądając na jej oddalającą się, drobną sylwetkę.

Abby•
Nigdy nie pomyślałabym, że wsiądę na motor Ashtona po raz kolejny. Jechaliśmy nim kilka minut, aż dotarliśmy do wielkiej posiadłości Hemmingsa. Przed domem świeciły się wielkie lampy, a w oddali było słychać szczekanie psa. Uwielbiałam tu przychodzić, Luke mieszkał w cichej okolicy, a jego rodzice byli przemiłymi i bardzo tolerancyjnymi ludźmi.
Więc tu mieszka twój przyjaciel – zwrócił się do mnie Ashton. – Nieźle.
Irwin wziął ode mnie malutki plecaczek, a jego dłoń ścisnęła moją. Miałam wrażenie, że do Ashtona nie dociera jakiej orientacji jest Luke. W jego towarzystwie zachowywał się nadzwyczaj dziwnie. Nacisnęłam na dzwonek, a do moich uszu dobiegła denerwująca muzyczka, informująca, że ktoś przyszedł.
Otwarte! – Usłyszeliśmy głos Luke’a.
Weszliśmy do środka i od razu ujrzałam mojego przyjaciela. Stał oparty o framugę drzwi z rękoma założonymi na piersi. Nie miał na sobie koszulki, a z jego włosów ściekała woda. Na całe szczęście miał spodenki, które zakrywały kawałek jego ciała.
Nie wiedziałem, że przyprowadzisz kolegę – zwrócił się do mnie. – Ale to dobrze, im więcej nas tym weselej.
Luke podążył korytarzem do salonu, gdzie zazwyczaj przesiadywaliśmy. Zdjęłam swoją kurtkę, a następnie buty i poszłam w ślad blondyna. Słyszałam kroki Asha za sobą, trzymał się blisko mnie. W wielkim pomieszczeniu znajdowało się dosłownie wszystko. Hemmings pod nieobecność swoich rodziców doprowadzał dom do istnej ruiny. Kartony po pizzy walały się na stole, a na czarnym fortepianie stały brudne talerze. Luke założył białą koszulkę i rozłożył się na czarnej sofie. Lustrował nas wzorkiem i nic nie mówił, co było dosyć dziwne.
To zabieramy się do pracy?
Właściwie to projekt jest już gotowy – ziewnął blondyn. – Zresztą nie sądzę, aby Ashton chciał nad nim siedzieć.
Właściwie to chciałem odprowadzić Abby – odezwał się.
Świetnie – uśmiechnął się. – Teraz możemy porobić coś we trójkę.
Umiecie grać w pokera? – Irwin usiadł naprzeciwko Luke’a, a na jego twarzy widniał uśmiech. – Zagrajmy.
Jest nas za mało, a po za tym, to nie sądzę, abyś chciał być ograny – odparł spokojnie Lucas.
Masz jakiś bogatych kumpli? – spytał bez ogródek.
Dajcie mi chwilę.
Luke opuścił pomieszczenie, a ja byłam w szoku.
Naprawdę będziecie grać w pokera? Na pieniądze? – spytałam oburzona.
A dlaczego nie, kochanie? – Jego dłonie znalazły się na moim karku, delikatnie go masując. Zamknęłam oczy i rozpływałam się pod jego dotykiem. – To tylko gra, a my i tak nie mamy co robić.
No nie wiem – mruknęłam. – A poza tym Luke chyba jest w tym dobry.
Chyba? – zaśmiał się.
Załatwione, moi kumple będą tutaj za jakieś dwadzieścia minut. – Do pomieszczenia wpadł Hemmings, a na jego twarzy widniał uśmiech.

Ashton•
To była okazja, której nie mogłem przegapić. Luke był cholernie dziany, a ja potrzebowałem przypływu gotówki. Gra z tym ciamajdą mogła mi pomóc i postanowiłem z tego skorzystać, wyciągnąć z niego ile tylko się da.
Usiedliśmy przy stole do pokera, który Luke wyciągnął z piwnicy. Nie sądziłem, że taki człowiek jak on może mieć takie rzeczy u siebie w domu. Naprzeciwko mnie siedział jeden z przyjaciół chłopaka, który również był gejem – Bruce. Obok niego siedział Hemmings, który tasował karty. Czekaliśmy jedynie na Grega, który był odpowiedzialny za jedzenie.
Może powinniście zagrać na żetony, a nie na prawdziwe pieniądze – zasugerowała Abby. – To mi się nie podoba.
Gra w pokera bez kasy, to żadna gra. – Greg postawił miskę z tacos na środku stołu. – Zaczynajmy.
Na pewno nie grasz? – spytałem po raz ostatni szatynkę.
Nie – burknęła pod nosem.
Nie rozumiałem z jakiego powodu się złości. To było przecież tylko niewinna gra. Chwilę później zaczęliśmy, a ja od samego początku mogłem liczyć na szczęście, które towarzyszyło mi przez całe życie. Oczywiście tylko w kartach. Luke był głupi, zgadzając się na grę ze mną. Wszyscy wiedzą, że jestem w tym najlepszy. Postawiliśmy zakłady, a każdy uczestnik był pewny siebie. Tylko że nie wiedzieli, z kim tak naprawdę mają do czynienia.
Sprawdzam – Greg zwrócił się do nas, a jego mina szybko zrzedła. Miał marne karty, więc musiał liczyć na cud.
Podbijam – powiedziałem dumny.
Gra toczyła się w najlepsze, a wskazówki zegara leciały jak oszalałe. Żaden z nas nie odczuwał mijającego czasu.
Ashton, twój przyjaciel nie będzie się o ciebie martwił? – spytała znużona Abby jakiś czas później.
Nie mieszkam już z Michaelem.
Oh – pokiwała głową. – Nie wiedziałam.
Mieszkałeś z kumplem? – Luke zmierzył mnie wzrokiem, a na jego twarzy pojawił się nie wróżący dobrego uśmiech. – Może jeszcze nic straconego i będzie z ciebie dobry gej.
To on nim nie jest? – zaśmiał się Bruce. – Myślałem, że Abby może przebywać tylko w ich towarzystwie.
Oh, zamknij się – dziewczyna się zaśmiała, a na jej policzkach widniały czerwone plamy. – Ashton to dobry znajomy.
Auć – skrzywiłem się. – Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi, kochanie.
Gramy czy gadamy? – Greg podbił stawkę, a ja dobrałem karty. Teraz on wyglądał na zdenerwowanego, jakby bał się o to, czy wygra. Tylko, że po jego minie widziałem, że karty go nie lubią.
To gdzie teraz mieszkasz, Ash? – Hemmings był zbyt ciekawy.
Właściwie to nigdzie – wzruszyłem ramionami. – Tymczasowo szukam lokum.
Zamieszkaj ze mną – odparł zadowolony.
Niemalże zakrztusiłem się wodą, którą piłem. Odchrząknąłem.
Słucham?
Moich rodziców nie będzie przez dłuższy czas, a ja mam wystarczająco wielki dom, aby pozwolić ci spać w jednym z pokoi.
Luke mówił to tak spokojnie, jakby to było nic nadzwyczajnego. Prawie się nie znaliśmy, a on proponował mi wspólne mieszkanie. Był dziwny, ale w końcu nie miałem lepszej propozycji.
Nie mam ci jak zapłacić – powiedziałem pod nosem.
Nawet nie wziąłbym od ciebie ani grosza – uśmiechnął się. – Ważne, że będę miał się do kogo odezwać i czasem ogarniesz ten burdel.
W sumie czemu nie – zgodziłem się.
Tak! – krzyknął Hemmings, szczerze uradowany. – Będę miał współlokatora, a w dodatku tak przystojnego.
Mam zacząć tego żałować? – burknąłem pod nosem.
Nie żałuj, Ash. – Abby uśmiechnęła się do mnie. – Luke to wspaniały kucharz.
A te pudełka po jedzeniu na wynos?
Lenistwo zwycięża, mój drogi – zaśmiał się.
Po krótkiej rozmowie kontynuowaliśmy grę. Po pierwszej w nocy każdy miał dość, a wygrana leżała po mojej stronie. Nie zdziwiłem się tym, ani trochę, ale za to Greg był nieco wkurzony. Hemmings przyjął to dość spokojnie, a ja się tego nie spodziewałem. Byłem pewien, że to właśnie on nie zniesie przegranej. Do mojej kieszeni wpadła spora suma pieniędzy, a ja sam nie musiałem się martwić o kolejne dni. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie tak?

Abby•
Nie popierałam tego w jaki sposób Ashton zdobył pieniądze, ale co ja miałam do powiedzenia? Zrobili co chcieli, a ja tylko mogłam się temu przyglądać i nie brać w tym czynnego udziału.
Postawiłam swój plecak na idealnie zaścielone łóżko, a sama usiadłam obok niego. Miałam ochotę na długi sen, ale wcześniej musiałam się wykąpać. Wyciągnęłam z plecaka piżamę, w której zazwyczaj spałam, oraz czystą bieliznę. Musiałam przejść przez korytarz, a potem trafiłam do łazienki. Znałam rozkład willi Hemmingsa całkiem dobrze – nie pierwszy i nie ostatni raz tu byłam. Całkiem często spędzałam u niego noce. Moi rodzice mieli do niego pełne zaufanie i nie przeszkadzało im nawet to, że rodzice Lucasa często przebywali poza domem. Luke skradł ich serca dawno temu, podobnie jak moje.
Znalazłam się w ogromnej łazience, utrzymanej w jasnych odcieniach niebieskiego. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i pozwoliłam wodzie powoli wypełniać wielką wannę, a sama stanęłam przed bogato zastawioną półką, wybierając płatki do kąpieli. Wanilia? Czekolada? A może pomarańcza? Po chwili zastanowienia sięgnęłam po wanilię – ładny i subtelny zapach powoli wypełnił pomieszczenie, a ja rozebrałam się i weszłam do cieplutkiej wody. Potrzebowałam odprężenia po ciężkim i męczącym dniu, który przez długą grę chłopców stał się jeszcze bardziej męczący.
Mimo tego, wcale nie żałowałam tego poniekąd straconego czasu. Spędziłam go z Ashtonem – już sam ten fakt sprawiał, że mimowolnie się uśmiechałam. A do tego Ash i Luke zaczęli się dogadywać, co niewątpliwie było plusem – chociaż za nic nie pochwalałam sposobu, w jaki tego dokonali.
Delikatnie masowałam swoją skórę, zmywając z siebie brud. Uwielbiałam te momenty, gdy leżałam w wannie Hemmingsa. Nie kąpałam się długo – Luke co prawda miał pieniędzy aż nadto, ale nie należałam do osób wykorzystujących majątek innych. Taka już byłam. Otuliłam swoje ciało puszystym ręcznikiem i chwilę rozkoszowałam się jego dotykiem na skórze.
Abby? – Usłyszałam głos Ashtona i głośne pukanie do drzwi. – Jesteś tam?
Tak! – odkrzyknęłam. Czego ode mnie chciał?
To dobrze.
Zmarszczyłam zdziwiona brwi. Przeczesałam dłonią mokre włosy i szczelniej owinęłam białym ręcznikiem.
Wpuścisz mnie?
Ashton! – pisnęłam. – Zwariowałeś! A co, jeśli jestem naga?
Mimowolnie podeszłam do drzwi, chociaż zatrzymałam się o krok przed nimi. Mój oddech przyspieszył na samą myśl o tym, że miałabym wpuścić go do środka, a serce zaczęło mocniej bić. To nie było normalne.
To tym bardziej.
Mogłam sobie jedynie wyobrazić jego lubieżny uśmiech i nawet byłam pewna, że wypłynął na jego usta w tym momencie. Sprawiło to, że cicho zachichotałam, chociaż może wcale nie tak cicho jak myślałam.
Co cię tak cieszy? – zapytał przez dzielące nas drzwi.
Mnie? Nic takiego – powiedziałam z ogromnym uśmiechem na ustach. – Uważasz, że nie mogę się uśmiechać?
Wręcz przeciwnie, kochanie, uwielbiam twój uśmiech, twój śmiech i... twoje cudowne ciałko, więc bądź taka dobra i wpuść mnie do środka.
Musisz poczekać, aż się ubiorę – rzuciłam i cofnęłam się o krok.
W porządku – zgodził się od razu. Coś mi tutaj nie pasowało. Czy Ashton nie powinien dalej nalegać? Ten Ashton, którego już zdążyłam poznać, tak właśnie by zrobił – nalegał, używał swojej siły perswazji, aż w końcu bym uległa – jak zawsze zresztą.
Odsunęłam się na bezpieczną odległość i szybko wytarłam jeszcze mokre ciało, a następnie sięgnęłam po piżamę i zaskoczona ponownie spojrzałam w stronę drzwi, za którymi najprawdopodobniej nadal stał Ashton, z uśmiechem satysfakcji na ustach – teraz wszystko było jasne. W dłoniach trzymałam jedynie spodenki od piżamy, bluzka gdzieś zniknęła, a ja chyba wiedziałam, gdzie się znajduje – w dłoniach Irwina.
Wciągnęłam na siebie spodenki i chwilę zastanowiłam, co powinnam zrobić. Westchnęłam i zaczęłam gwałtownie pocierać ręcznikiem o moje mokre włosy, chcąc je chociaż trochę wysuszyć. Postanowiłam dzisiaj nie używać suszarki, chciałam żeby wyschły w naturalny sposób i same ułożyły się w delikatne fale. Z wieszaczka na ścianie zdjęłam drugi, suchy ręcznik, którym owinęłam się dokładnie, kilkakrotnie upewniając się, czy aby ze mnie nie spadnie. Wzięłam moje ubrania i na miękkich nogach podeszłam do drzwi, przekręcając zamek i otwierając je ostrożnie.
Szybka jesteś – zaśmiał się Ashton. Stał oparty o ścianę naprzeciw drzwi łazienki, zaledwie w samych spodenkach. – Byłem pewien, że będę musiał czekać dłużej.
Przywitał mnie wielkim uśmiechem, za którym niewątpliwie coś się kryło. Jego oczy lśniły dziwnym blaskiem. Zlustrował mnie uważnie od góry do dołu i z powrotem.
Ponoć miałaś się ubrać – rzucił z kpiną, nie odrywając wzroku od krawędzi ręcznika w połowie mojego uda. Wydawać by się mogło, że pod spodem nie miałam nic, jednak były tam moje spodenki – których na moje szczęście lub nie, wcale nie było widać. Musiałam tylko odzyskać koszulkę.
Owszem, ale... nie wiesz może, gdzie podziała się moja koszulka? – zapytałam ociekającym słodyczą tonem.
Powiększający się uśmiech Ashtona tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że on doskonale wie, o czym mówię i gdzie znajduje się pożądana przeze mnie rzecz.
Koszulka? Nie, raczej nie – kłamał mi prosto w oczy, w dodatku nie mogąc powstrzymać się od unoszenia w górę kącików ust.
Zrobił dwa kroki w moją stronę, na co ja cofnęłam się o dwa, natrafiając na drzwi za sobą, które niemalże od razu się zamknęły. Irwin w ułamku sekundy znalazł się zaledwie kilka centymetrów ode mnie. Oparłam się plecami o drewniana powierzchnię i przesunęłam lekko w prawo, aby klamka nie wbijała się w moje żebra. Oddech ponownie przyspieszył.
Mam ochotę cię pocałować – wyszeptał, opierając dłonie płasko na drzwiach, po obu stronach mojej głowy i pochylając się nade mną. W takich sytuacjach jak ta, chciałabym mieć te kilka lub kilkanaście centymetrów więcej. Ash nie musiałby się schylać, a ja spokojnie mogłabym zarzucić ręce na jego szyję i przytulić się do jego nagiego torsu. Pokręciłam przecząco głową, odganiając wizję, jaka pojawiła się wraz z tymi myślami.
Więc czemu tego nie zrobisz? – zapytałam cicho.
Bo zrobisz to ty.
Powiedział to w taki sposób, jakby był pewny, że właśnie to zrobię. Pokręciłam jedynie głową, patrząc mu odważnie w oczy.
Pocałuj mnie, Abby.
Ponownie pokręciłam głową, w dodatku zagryzając dolną wargę. Oblizał usta, nie spuszczając ze mnie wzroku i po chwili zrobił to, czego tak bardzo pragnęłam. Wpił się ustami w moje, łącząc je w słodkim, gwałtownym pocałunku. Daleko mu było do delikatności, ale mimo wszystko bardzo mi się podobał. Jego dłonie ulokowały się na moich biodrach, ściskając je lekko. Przywarłam do jego torsu, a on mocniej na mnie naparł, wciskając w twardą powierzchnię drzwi, wciąż zaciekle całując moje usta.
Zupełnie zapomniałam o tym, że mam na sobie luźny ręcznik, który w każdej chwili mógł się ze mnie zsunąć i że powinnam go trzymać. Objęłam rękoma szyję Asha, mocniej przywierając ustami do jego warg i zmuszając go do pogłębienia pocałunku – czego jednak nie zrobił. Zaskoczenie tym faktem minęło szybko. Myślałam, że na tym koniec, ale jego pocałunki rozpoczęły powolną wędrówkę od kącika moich ust na szyję, aż do dekoltu, na którym zostawiał mokre pocałunki, sprawiając, że z każdą chwilą rozluźniałam się coraz bardziej i traciłam kontakt z rzeczywistością.
Dopiero po chwili – gdy Ashton odsunął się na odległość kilkunastu centymetrów i bezczelnie wpatrywał w rozluźniony ręcznik – zorientowałam się, że materiał lekko opadł, a blondyn ma idealny widok na rowek między moimi piersiami. Wciągnęłam gwałtownie powietrze i puściłam chłopaka, podciągając puchaty ręcznik aż do brody. Na moje policzki wypłynęły palące rumieńce, a on roześmiał się serdecznie.
Boże, kochanie, jesteś taka słodka. – Uśmiech nie schodził mu z twarzy. – A to chyba twoja zguba, czyż nie?
Sięgnął ręką do tyłu i wyjął czerwoną – wetkniętą jednym rogiem w kieszeń jego spodenek – koszulkę, podając mi ją z iście diabelskim uśmiechem.
Spodziewałam się tego, ale mimo wszystko, zezłoszczona uderzyłam go pięścią w ramię, na co Irwin jedynie wybuchł jeszcze większym śmiechem i pozostawił mnie samą, żegnając słowami:
Poczekam w pokoju. Wypróbowałem już łóżko, będzie nam bardzo wygodnie.

Bardzo przepraszamy za opóźnienia i w ramach rekompensaty zapraszamy ponownie w niedzielę (05.07) na kolejny rozdział. :)
Czekamy na Wasze opinie dotyczące rozdziału – co się podobało a co nie, jakie są Wasze odczucia, jakie nadzieje na kolejne wydarzenia. Jesteśmy tego bardzo ciekawe, więc piszcie śmiało! 
Przypominamy, że możecie także pisać tweety z tagiem #AVpl :) 
Bellezza i Koneko

6 komentarzy:

  1. Świetny rozdział.
    Pokochałam to ff od pierwszego rozdziału.
    Z niecierpliwością czekam na następny,
    Życzę weny. ;)
    @luvmymc

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem szczerze, że czytałam ten rozdział z miłą chęcią. Nie nudził mnie, ani nic. Wręcz przeciwnie. Jest tak świetnie napisany, że czytelnik nie może się oderwać! Niby nic, a jednak nie każdy tak potrafi. Nie wiem, czy te słowo będzie stosowne, ale postanowiłam je napisać; Gratuluję!
    Cóż ten Ashton wyczynia z naszą Abby? Dzięki niemu staje się bardziej śmiała, otwarta, inna. A może mi się tylko tak wydaje? Może ona taka była? Nie, raczej nie. W sumie to się cieszę, że się zmieni. Dlaczego? Bo ja tak nie potrafię. Jestem zwykłą, szarą myszką, według innych. Może mają rację? Nie moja wina, że zamiast picia, palenia, ćpania, wolę posiedzieć w domu i czytać takie historie, jak wasze. Najlepiej z herbatką, o którą teraz trudno ze względu na temperaturę. W sensie, ona jest nadal dostępna, ale ja jej nie pije, bo jest za ciepło. Ale, ugh. Jak ja łatwo zmieniam temat! Przepraszam Was za to.
    Wracając.
    Ten poker mnie zdziwił. Poważnie! W życiu bym na to nie wpadła. W dodatku Luke się zgodził. No okej, jest facetem, ale to nie znaczy, że musi lubić tą grę, prawda? Taka niespodzianka..
    No i Michael, wziął spakował rzeczy swojego kumpla pod jego nieobecność. Dla Ash'a to pewnie nic, ale dla mnie? Zdenerwowałabym się jakby mi ktoś w nich grzebał. I to bardzo. Nie mniej jednak doceniam jego pomoc. W końcu i tak długo wytrzymał z gościem!;3
    A ta sytuacja w łazience? Co to miało być? Dziewczyno, masz szczęście, że ręcznik nie spadł niżej! Ciekawe, co by się wtedy stało. Jak tak teraz się zastanawiam, w mojej głowie nie rodzą się zbyt dobre scenariusze. Dobrze, iż rozegrałyście te sprawę inaczej!
    Tak przy okazji, chciałabym zaprosić Was na mojego bloga. Dopiero zaczynam, więc słowa krytyki, porady byłyby mile widziane.
    Wiem, że wygląd nie zachęca, ale szablon jest w drodze.
    kiedy-gram-znika-caly-swiat.blogspot.com
    Przy okazji, jak mijają wakacje?
    Pozdrawiam, karmeeleq. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział bomba :D
    Będę miała fajny prezent w urodziny xD
    Następny rozdział xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Hey, nominowałam cię do LBA
    więcej informacji na http://lost-zaynmalik-fanfiction.blogspot.com/p/nominacje.html

    OdpowiedzUsuń
  6. 6 jest,a rozdziału nie ma...

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy