13 cze 2015

ROZDZIAŁ 6

•Abby•
Musiałam to wszystko przemyśleć. Sama, na osobności. Wtuliłam się w miękką pościel i zamknęłam powieki. Zamiast czerni widziałam Ashtona. Uśmiechniętego i rozmawiającego z Clover. Nie mogłam być na niego zła, ani wściekła. Tylko dlaczego się tak czułam? Tak jakby mnie zdradził, chociaż teoretycznie tego nie zrobił. Nie byliśmy razem, a nawet mogłam powiedzieć, że za nim nie przepadam. Jeszcze niedawno chciałam, aby zostawił mnie w spokoju. A teraz? Czuję się dziwnie w stosunku do niego i w sytuacji, w jakiej mnie postawił.
Usiadłam na łóżku i zapaliłam lampkę. Było po drugiej w nocy, a ja nadal nie mogłam spać. Może nie chciałam? Próbowałam go rozszyfrować, chłopaka, który zbudził we mnie nieznane mi jeszcze emocje. To dziwne czuć… to coś. Znów przymknęłam oczy i miałam ochotę wrzasnąć. Znów tam był i wyglądał niewiarygodnie. Jego włosy, uśmiech, cały on. Czy to nie dziwne, że się tak nim zachwycam? Nie, to nie jest odpowiednie słowo. Nie mogę go używać, nawet jeśli nikt tego nie słyszy. Myślę, że Ashton nie jest zachwycający. Jest po prostu kolesiem, który próbuje zrobić coś, czego nie do końca rozumiem. W końcu nie miałam wcześniej do czynienia takim typem chłopców. Luke to co innego. Jego mogę porównać do koleżanki. z którą mogę pogadać na każdy temat. Ashton jest inny. Inny w dobrym sensie, ale też złym. Budzi we mnie coś, co chyba nie do końce jest dobre i pochwalające.


Otworzyłam zaspane oczy i spojrzałam na roześmianego Luke’a. Spoglądał na mnie w ten swój dziwny sposób i obserwował. To było nie do końca miłe.
– Twoi rodzice wyszli niedawno – poinformował mnie. – Mam cię przypilnować, abyś się nie spóźniła.
– Zaczynamy trochę później, wiesz? – Mój głos był ospały. Naprawdę nie powinnam kłaść się aż tak późno spać. W zasadzie to nie wiedziałam nawet, kiedy zasnęłam.
– Czy to źle, że chce wypić z tobą poranną kawę?
– Czy wiesz, że nie pijam kawy? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
– Ale ja tak i chce ją wypić w twoim towarzystwie – zachichotał. – Gdybym nie był gejem, nie siedziałbym teraz w twoim łóżku. Więc zamiast marudzić, ciesz się tą wspaniałą chwilą.
Posłał mi uśmiech, który tak bardzo lubiłam.
– Moi rodzice kochają gejów – mruknęłam. – Mają do nich zaufanie, bo nigdy nie przelecą ich córki.
– Jak ty się wyrażasz? – spytał obudzony. – A po za tym… skoro mowa o gejach. Ashton też nim jest? Bo wiesz, twoi rodzice pozwalają ci się z nim spotykać.
– Nie, nie jest i nie wiedzą, że istnieje ktoś taki jak Ashton.
Powoli zaczynałam się irytować. Czy to przesłuchanie?
– Szkoda, no wiesz, że nie jest gejem – westchnął. – Ma niezły tyłek.
– Nie powiedziałeś tego – zaśmiałam się z niedowierzaniem. – Proszę, nie obrzydzaj mnie.
– Tylko dołączam się do jego fanklubu, nie będziesz sama.
– Oh, zamknij się – jęknęłam i zasłoniłam twarz poduszką, a po moim pokoju rozniósł się głośny śmiech Hemmingsa.

•Ashton•
Nie miałem pojęcia, gdzie podziewała się Abby. Nie było jej w szkole, księgarni ani w domu. To były trzy miejsca, które sprawdziłem, a po niej ani śladu. Naprawdę nie miałem ochoty jeździć po całym Sydney i sprawdzać, czy przypadkiem jej nie spotkam. Jednak trochę za nią tęskniłem. Chciałem znów zobaczyć ten przepiękny uśmiech i wziąć jej malutkie ciało w swoje ramiona. Niestety musiałem trochę zaczekać i wróciłem z powrotem do swojego, a raczej Michaela domu.
Odezwij się, chce Cię zobaczyć.
Wysłałem wiadomość Abby i trzasnąłem drzwiami dając przyjacielowi znak, że wróciłem. Nie miałem ochoty spotykać Michaela w jakiejś krępującej sytuacji. To by było nie do zniesienia. Jednak nie usłyszałem nawet zwykłego „cześć”. Zajrzałem do salonu, kuchni i innych pomieszczeń. Nigdzie go nie było. Jednak może to lepiej? Miałem czas dla siebie i telewizora. Tylko my dwoje… Usiadłem na kanapie i włączyłem serial, który mało mnie interesował. Mój telefon odezwał się, a ja od razu spojrzałem na ekran czarnego Blackberry. Była to wiadomość od mojej siostry – Clover. Potrzebowała mojej pomocy, a ja nie byłem w stanie jej odmówić. Zebrałem się do wyjścia i czym prędzej ruszyłem w drogę. Na całe szczęście podróż motorem była najlepsza. Omijałem stojące w korku samochody, a sam jechałem w miejsce wskazane przez siostrę. Ona była dla mnie naprawdę ważna i zamierzałem się poświęcić dla jej dobra. Nie ważne było, że przez ostatni rok nie dawała znaku życia. Odezwała się tylko dwa razy, poprzez krótkie sms-y. Niestety nasze życie nie było aż tak proste jak by się mogło wydawać. Oboje kochaliśmy dobrą zabawę, która nie koniecznie kończyła się dobrze.
Zaparkowałem przed starą kamienicą. Dookoła niej było cicho, jakby ktoś opuścił dzielnicę. Tylko, że tak nie było. Ludzie nie wychodzili z domów, bo bali się zostać napadnięci. To nie było przyjazna okolica.
Przeczesałem swoje blond włosy i stawiałem kolejne kroki. Nie denerwowałem się. Bardziej zastanawiało mnie to, dlaczego Clover była w takim miejscu i z kim tu przyszła. Wdawała się w mało ciekawe towarzystwo, a potem jak gdyby nigdy nic, prosiła o pomoc. Stanąłem przed mieszkaniem i mocno zapukałem. Niestety nikt mi nie otwierał. Pociągnąłem za klamkę i wszedłem do mieszkania. Od razu się skrzywiłem. Pomieszczenie było zaciemnione za sprawą opuszczonych rolet, czuć było zapach papierosów zmieszanych z alkoholem. Nie za bardzo mi się to spodobało, zwłaszcza że znajdowała się tu moja siostra. Szedłem za dźwiękiem rozmów. Na końcu korytarza w oświetlonym pokoju znajdowało się kilku mężczyzn i trzy dziewczyny, w tym Clover. Siedziała na kanapie i bacznie obserwowała wejście. Na mój widok na jej twarzy pojawił się mały uśmiech. Jednak nie wstała z miejsca, aby się ze mną przywitać. Pop prostu siedziała i patrzyła.
– Kto cię tu wpuścił? – usłyszałem głos zza pleców. Kiedy się obróciłem, dostrzegłem mężczyznę po trzydziestce, który w ręku trzymał nóż. Nie powiem, moje serce przyśpieszyło. Uniosłem ręce do góry, a on się zaśmiał. – Spokojnie, nie zamierzam cię zabijać. Zadałem tylko pytanie.
– Przyszedłem po siostrę – gestem wskazałem na Clover, która nadal się we mnie wpatrywała.
– Nie oddam jej – odparł poważnie. – Teraz jest moja, przegrała.
Mężczyzna wszedł do pomieszczenia i usiadł obok niej, obejmując ją ramieniem. Na jej twarzy pojawił się grymas, ale nie zaprzeczyła. Oparłem się o framugę drzwi i usiłowałem nie dać się ponieść emocjom. Starałem zachować kamienny spokój.
– Przegrała? – spojrzałem na niego, a on potwierdził, kiwając głową. – Musiałeś kantować, bo moja siostra nigdy nie przegrywa.
– Najwidoczniej jej nie znasz – burknął.
– Zagraj ze mną – powiedziałem pewnie. – Jeśli wygram, ona pójdzie ze mną, a jeśli nie…
– Mam grać w pokera z gówniarzem? – Na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. – Jesteś zabawny… ale zgoda.
Więc miałem ją uratować, wygrywając w głupiego pokera. Jednak nadal nie rozumiałem, dlaczego tutaj była. Mieszała się w to wszystko, zupełnie nie myśląc.
Usiadłem naprzeciwko mężczyzny i czekałem, aż rozda karty. Kazał na siebie długo czekać – otworzył piwo i wziął dwa łyki, perfidnie patrząc prosto w moje oczy. Chciał mnie wystraszyć, ale ja wiedziałem, że to on nie ma szans. Nie wyglądał na kogoś, kto zna się na kartach. Był przeciętnym graczem, co było widać gołym okiem. Po rozdaniu kart wszystko się potwierdziło. Mój przeciwnik był banalnie niedojrzały. Nie wiedział nic, co mogłoby mu pomóc. Poległ, a ja miałem z tego niezłą frajdę.
– Chyba będziemy się zbierać. – Wstałem od stołu, a on nadal się we mnie wpatrywał. – Dzięki za gościnę.
Złapałem siostrę za rękę i wyprowadziłem z mieszkania. Na całe szczęście obyło się bez zbędnych kłótni z mężczyzną. Wyszliśmy z tego bez szwanku.
– Co ci odbiło, aby tam iść? – spojrzałem na nią. – Kim jest ten człowiek?
– Obiecał mi pracę, ale całkiem inaczej się to potoczyło – odparła spokojnie, wzruszając na pozór nonszalancko ramionami i mnie wyprzedziła. Zbiegła po schodach, a ja tuż za nią. – Zapomnij, Ash.
– O czym? O tym, że mam siostrę? Czy że ciągle ratuję ci dupę i nie usłyszę nawet głupiego „dziękuję”?
– Myślałam, że dam sobie radę sama, ale on był nie ugięty i nie chciał mnie wypuścić. Nie miałam wyjścia i napisałam.
Znaleźliśmy się na zewnątrz, a ona od razu usiadła na swój motor.
– Zamierzasz tak po prostu odjechać?
– Nie chcę się kłócić – burknęła i poprawiła swoje włosy. Na jej głowie w mgnieniu oka znalazł się kask, a ja straciłem ochotę na dalszą dyskusję. Skoro chciała odjeżdżać, nie mogłem jej zatrzymać. Zresztą i tak to by nic nie dało. Od niej nie dało się wyciągnąć informacji. Żyła we własnym świecie. – Zobaczymy się jutro?
– Znajdziesz dla mnie czas? – zakpiłem. – Myślałem, że jesteś zajęta.
– To samo powinnam powiedzieć o tobie. W końcu masz dziewczynę.
– Ona nie jest moją dziewczyną – burknąłem. – Jedź już lepiej, Clover.
– Już nic nie mówię – zachichotała.
– Uważaj na siebie.
– Do jutra – odpaliła silnik i mi pomachała. Potem zniknęła, a ja postanowiłem pójść w jej ślady.


Stałem oparty o motor, a w ustach trzymałem papierosa. Było po pierwszej w nocy, a ja stałem przed blokiem Abby i gapiłem się w okno jak głupi. W jej pokoju paliło się światło, a mnie korciło, aby do niego wejść. Byłem ciekaw, co ta dziewczyna robi właśnie o tej porze. Jednak musiałem jeszcze trochę poczekać, albo po prostu odjechać.
Zaciągnąłem się po raz ostatni i zdeptałem peta. Chciałem sięgnąć po kolejnego, ale w ostatniej chwili zrezygnowałem. Nie mogłem stać i palić całą noc. Do ust włożyłem miętówkę, a sam ruszyłem w stronę zakazaną. Z każdym kolejnym krokiem coraz mniej rozumiałem samego siebie. Serce mi przyśpieszało na samą myśl, aż ją zobaczę. Chciałem ujrzeć jej wspaniałe oczy i usłyszeć jak się śmieje. Wszedłem po schodach pożarowych aż do jej okna. Oczywiście było uchylone, a ja od razu otworzyłem je do końca. Nie rozumiałem, dlaczego go nie zamykała. Jednak mi było to na rękę. Wszedłem do pomieszczenie i szykowałem się na krzyk z jej strony. Tylko, że tak nie było. Jej pokój był pusty i oświetlony. Drzwi zostawiła zamknięte, a łóżko wyglądało na nie tknięte. To było nieco dziwne. Abby powinna tutaj być i czytać nudną książkę, a nie krążyć po mieszkaniu.
Nie mogłem bezczynnie siedzieć, więc po cichu otworzyłem drzwi i próbowałem cokolwiek usłyszeć. Do moich uszu dobiegło nie to, co chciałem usłyszeń, lecz coś czego się w zupełności nie spodziewałem. Cichy szloch. Zastanawiałem się nad wyjściem z jej pokoju. Bałem się, że natknę się na jej rodziców. Jednak gdyby tutaj byli, pocieszaliby teraz córkę. Mogłem uznać, że ich nie ma, a droga jest czysta.
Przeszedłem korytarzem do pomieszczenia, w którym paliło się światło. Była to kuchnia, a Abby siedziała na blacie kuchennym z książką w ręku. Jej głowa była spuszczona w dół, a z ust w dalszym ciągu wydobywał się szloch.
– Kochanie? – spytałem najciszej jak tylko umiałem. Jednak sądząc po jej odruchu, nie tak to miało wyglądać. Przestraszyła się, a ja chciałem tego uniknąć.
– Ash? – spytała, ocierając łzy z policzków. – Skąd się tu wziąłeś?
– Teleportowałem się – wzruszyłem ramionami, ale jej to nawet nie ruszyło. Nadal była smutna. – Dlaczego płaczesz? – Podszedłem bliżej niej, dotykając jej nagich nóg.
– Nieważne – mruknęła pod nosem.
– Jeśli byłoby takie nieważne, nie płakałabyś – poniosłem jej podbródek i spojrzałem w zapłakane oczy. – Powiedz mi.
– Nie będziesz się śmiał? – zapytała niepewnie.
– Obiecuję – odpowiedziałem, wycierając z jej policzka łzy. – Nigdy nie będę się z ciebie śmiał, no chyba, że rozśmieszysz mnie celowo, a ja nie będę miał wyjścia.
– W tej książce – wskazała na grubą lekturę – główny bohater umarł… – Jej głos załamał się, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Pocieszyć ją? Roześmiać się?
– To tylko książka.
– Nie, Ash – pociągnęła nosem. – To wspaniała książka, która wiele wnosi do życia.
– Nigdy nie pocieszałem laski, która płakałaby z powodu śmierci fikcyjnej osoby – powiedziałem szczerze. – Nie wiem, jak mam to zrobić.
– Nabijasz się ze mnie?
– Nie, oczywiście, że nie – moje ręce wylądowały na jej biodrach i lekko przysunąłem ją do siebie. – Chcę tylko, abyś już więcej nie płakała. Nie mogę znieść tego, że jesteś smutna.
– Naprawdę go lubiłam – szepnęła.
– Kupię ci taką książkę, przy której będziesz się tylko uśmiechać. Nie będzie tam czasu na łzy i smutki. Czytając ją będziesz myślała o mnie, a na twojej twarzy pojawi się piękny uśmiech – przejechałem kciukiem po jej złączonych wargach. Miałem nadzieję na złożenie tam malutkiego pocałunku. Zbliżyłem się do niej i po raz ostatni otarłem zapłakane policzki. Musnąłem jeden z nich, a ona mocno wciągnęła powietrze. – Nie płacz…
Trzymając jej podbródek schyliłem się i zetknąłem nasze wargi w jedność. Bałem się, że mnie odepchnie. Jednak zamiast tego, zarzuciła ręce na moją szyję. Dała mi znak, że nie chce przestawać. Jej wargi rozchyliły się, a ja mogłem swobodnie pogłębić pocałunek. Z jej ust wydobywały się ciche jęki, nad którymi nie panowała. Próbowała je zagłuszyć, ale niepotrzebnie. To była muzyka dla moich uszu.

•Abby•
Obudził mnie dźwięk telefonu. Otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Jednak to nie była moja komórka. Najwidoczniej moi rodzice zdążyli wrócić. Zerknęłam na zegarek i nieco się przeraziłam. Było po ósmej, a ja już nie spałam. Nie miałam ochoty z powrotem wracać do łóżka, zwłaszcza, że o jedenastej zaczynałam pracę w księgarni. Była sobota, a ja powinnam odpoczywać. Z westchnieniem narzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju. W kuchni dostrzegłam mamę, która robiła śniadanie.
– Dzień dobry, słońce – przywitała mnie. – Jak się spało?
– Hmm… dobrze – odpowiedziałam. Jednak to nie było odpowiednie słowo. Spałam jak nigdy dotąd, dzięki Ashtonowi. Po pocałunku w kuchni zaniósł mnie do łóżka i czekał, aż zasnę. To miło z jego strony.
– Słyszałaś, kiedy wróciliśmy? – spytała, kładąc na stole talerz z kanapkami.
– Nie, pewnie spałam – odpowiedziałam, wgryzając się w jedną z kanapek. – Jak było na weselu?
– Wspólnicy twojego ojca są w porządku. Jednak w niektórych momentach miałam ochotę znaleźć się w łóżku.
Mama zaczęła opowiadać o całym wydarzeniu, a ja starałam się być uważnym słuchaczem. Nagle do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Spojrzałam na mamę, która także była zdziwiona. Nie miałyśmy pojęcia, kim może być nasz gość. Jednak się tym nie przejmowałam, byłam niemal pewna, że to nie do mnie.
– Otworzę – głos taty rozniósł się po mieszkaniu.
– Dzień dobry. – Do moich uszu dobiegł znany mi głos. Zamarłam.
– Dzień dobry – mogłam przysiąc, że mój ojciec przeszywa wzrokiem Ashtona od góry do dołu. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nigdy nie przypuszczałabym, że blondyn przyjdzie do mojego domu, wejdzie za pomocą drzwi i najnormalniej w świecie będzie rozmawiał z moimi rodzicami. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie. Nie chciałam tłumaczyć przed nimi, kim jest Ashton. – Mogę w czymś pomóc?
– Właściwie to tak. Przyszedłem do Abby.
– Jesteś kolejnym gejem?
– Słucham? – słyszałam jego stłumiony śmiech. – Nie jestem gejem, proszę pana.
Nie mogłam dłużej siedzieć. Wstałam od stołu i skierowałam się w stronę drzwi. Ashton stał z małym pudełkiem w rękach i się uśmiechał. Jak zwykle wyglądał genialnie.
– Tato… – obaj spojrzeli w moją stronę. – Możesz nas zostawić?
– Może twój kolega wejdzie do środka? – usłyszałam głos mamy. Pojawiła się obok w mgnieniu oka. – Śmiało, niech pan wejdzie.
– Proszę mówić mi po imieniu, jestem Ashton – chłopak się uśmiechnął.
– Abby, proszę, przebierz się – ojciec praktycznie odprowadził mnie wzrokiem do pokoju. – Twój kolega poczeka.
Bałam się zostawić ich samych, ale nie miałam wyjścia, rzeczywiście musiałam założyć coś innego niż piżama. Ruszyłam do swojego pokoju i od razu skierowałam się do szafy, gdzie znalazłam pierwsze lepsze spodnie i biały podkoszulek. Narzuciłam jeszcze bluzę i ruszyłam do łazienki. W niecałe pięć minut byłam gotowa do wyjścia. Z plecakiem na ramieniu wyszłam z pokoju. Nie słyszałam żadnych rozmów. Zamiast tego zastałam głuchą ciszę. Wzięłam głęboki oddech i stanęłam w progu do kuchni. Wszyscy spojrzeli w moją stronę tak jakby ciesząc się, że przerwałam błogą ciszę.
– Mamo, tato, chyba będziemy się zbierać – powiedziałam spokojnie.
– Tak… – Ashton wstał z miejsca. – Dziękuje za pogawędkę.
– A czy ty przypadkiem nie powinnaś iść do księgarni? – Mama spojrzała na mnie zaniepokojona. – Nie sądzę, aby wyjście z tym chłopakiem było odpowiednie. – Mówiła o nim tak, jakby go tu nie było.
– Mamo… – powiedziałam speszona. – Ashton mnie tylko odprowadzi.
– Tak – uśmiechnął się do niej, ale to było nie potrzebne. Ona nadal patrzyła na niego niepewnym wzrokiem. Blondyn był drugim chłopakiem, który przekroczył próg tego domu. Jednak pierwszym, który nie był gejem. – Właściwie to chciałem ci dać też to. – Podał mi tekturowe pudełko, a ja podziękowałam. Nie miałam ochoty sprawdzać, co jest w środku. Po prostu włożyłam je do plecaka. Chciałam jak najszybciej wydostać się z domu i przestać stawiać Ashtona w kłopotliwej sytuacji. Miałam ochotę uciec od tego miejsca jak najszybciej. Gdy tylko wyszliśmy na świeże powietrze, odetchnęłam z ulgą.
– Stresowałaś się? – zapytał się z uśmiechem na ustach. – Myślałem, że czas, abym ich poznał. Są mili.
– Oszalałeś, przychodząc tam – zamknęłam na chwilę oczy. – To było szalone.
– Ja jestem szalony – odparł poważnie.
– Nic nie rozumiesz… – szepnęłam. – Moi rodzice są inni od pozostałych. W ich słowniku nie ma czegoś takiego jak chłopak. Dla nich jest to niewyobrażalne, aby taki koleś jak ty, przychodził tak po prostu do mojego domu i…
Szybkim ruchem przyparł mnie do ściany bloku i spojrzał głęboko w oczy. Moje serce zaczęło przyśpieszać z każdą sekundą, kiedy był tak blisko. On musiał się odsunąć, bo inaczej mogłabym oszaleć.
– I co? – szepnął. – Jesteś tylko człowiekiem, który potrzebuje takiego kolesia jak ja. Nie możesz nic zrobić na to, że potrzebuje się z tobą spotkać. Nie obchodzą mnie twoi rodzice, obchodzisz mnie ty i twoje potrzeby.
– Skąd wiesz, jakie mam potrzeby?
On naprawdę powinien się odsunąć...
– Stąd – wskazał na moje serce. – Bije szybciej, kiedy przy tobie jestem. Zauważyłaś?
Na moich policzkach zapewne pojawiły się rumieńce. Spuściłam głowę w dół i bałam się z powrotem na niego spojrzeć.
– Nie bądź taka nieśmiała – szepnął do mojego ucha. – Ale nie powiem, czasami jest to cholernie urocze.
– Chodźmy już – niemalże błagałam.
– Nie ma tak łatwo, kochanie. Pocałuj mnie.
Serce przyśpieszyło mi momentalnie. Chciałam się do niego zbliżyć i dotknąć jego ust. Jednak coś mi nie pozwalało i nim cokolwiek zrobiłam, usłyszałam chrząknięcie mojego taty. Ashton momentalnie się ode mnie odsunął, a on wyglądał na nieźle wkurzonego. W tamtym momencie wiedziałam, że spotkania z tym chłopakiem wcale nie będą należeć do prostych.


Nie mogłam uwierzyć, że tata nas przyłapał. Był wściekły, że taka dziewczyna jak ja, „obściskuje się” pod blokiem. Na całe szczęście nie zrobił awantury, chociaż wiedziałam, że wieczorem nie ominie mnie poważna rozmowa.
Ashton natomiast przyjął wszystko w sposób, jak zdążyłam zauważyć, typowy dla niego – całkiem spokojnie. Poczekał nawet, aż skończę pracę, żeby znów mnie gdzieś zabrać. I wcale nie wiedziałam, czy powinnam się z tego cieszyć, czy nie bardzo.
Zatrzymaliśmy się przed wielkim budynkiem. Mogłabym powiedzieć, że w środku mieszczą się biura. Oboje zsiedliśmy z motoru i odłożyliśmy kaski na jego kierownicę. Nie wiedziałam, dokąd mnie przywiózł, ale się nie dopytywałam. Wiedziałam, że nie otrzymam odpowiedzi.
– Spodoba ci się. – Złapał mnie za rękę i bez żadnego pytania pociągnął za sobą. Szliśmy wzdłuż chodnika, który prowadził za budynek. Na dworze robiło się ciemno, a ja się nieco martwiłam. Powinnam wracać do domu, ale nie chciałam opuszczać Ashtona. Byłam ciekawa tego, co może się dzisiaj zdarzyć. Miałam ochotę go pocałować i wtulić się w jego klatkę piersiową – ale to było rzeczą dla mnie niezręczną.
Szliśmy w milczeniu aż do drzwi ewakuacyjnych. Stanęliśmy przed nimi, a ja nie wiedziałam, co mam zrobić. Jednak chłopak nie miał takiego dylematu – od razu je otworzył i znów pociągnął mnie za sobą. Wspięliśmy się po schodach. Nie miałam pojęcia, ile już przeszliśmy, ale o nic nie pytałam. Starałam się zrozumieć, do czego zmierza blondwłosy chłopak.
– Ash… – zatrzymałam się nagle. – Wiem, że nie powinnam marudzić, ale bolą mnie już nogi.
– Wskakuj – odwrócił się do mnie tyłem i kucnął. – No dalej.
– Nie – od razu zaprzeczyłam. – Jestem za ciężka.
– Jeśli nie chcesz po dobroci, spróbujemy inaczej…
Nie zdążyłam się nawet zastanowić nad jego słowami, gdy podszedł do mnie i łapiąc w pasie, przerzucił przez swoje ramię. W jednym momencie zwisałam głową do dołu, a on kontynuował wspinaczkę po schodach. Jego dłonie trzymały moje nogi, ale po chwili jedna z nich złapała mnie za pośladek. Pisnęłam, a on się zaśmiał.
– Możesz mnie postawić, Ash – mruknęłam. – Naprawdę jestem ciężka, a poza tym idziesz po schodach, a nie po gładkiej powierzchni.
– Nie wierzysz we mnie? – Po jego głosie nie mogłam powiedzieć, że był zmęczony czy zdyszany. – Nie powinnaś, bo już jesteśmy.
Usłyszałam jak otwiera kolejne drzwi. Nadal zwisałam głową do posadzki i nic nie widziałam. Jednak poczułam, jak moje ciało owiewa lekki wiatr. Musieliśmy być na dworze.
– Jak pięknie – odparł zamyślony.
– Tak, Ashton. Piękny beton – wymamrotałam.
– Oh, wybacz… chyba o tobie zapomniałem. – Zaśmiał się.
– To nie było śmieszne – burknęłam, a on odstawił mnie na ziemię. Wtedy doznałam szoku. Byliśmy na tarasie wielkiego budynku, a przed nami było widać miasto. Słońce zachodziło – przed oczami miałam całą gamę kolorów, od granatu, przez fiolet i róż, aż po pomarańcz.
– Podoba się? – Jego ręce oplotły mnie w pasie, a głowa spoczęła na ramieniu. Czułam jego ciepło, to mnie odprężało. Jeden punkt z mojej listy mógł zostać odhaczony. Teraz myślałam tylko o drugim – chciałam go pocałować. Tylko że nie potrafiłam zrobić pierwszego kroku.
– O czym myślisz?
– O niczym – odpowiedziałam speszona.
– A ja myślę o tym, czy pozwolisz mi się pocałować.
Nim zdążyłam odpowiedzieć, Ashton odwrócił mnie przodem do siebie. Jego wzrok przeszywał mnie od środka. Jego dłoń delikatnie głodziła mój policzek, a ja się rozpływałam.
– Jesteś taka piękna – usłyszałam po chwili. – Cudowna…
Czułam jego oddech na mojej skórze. Zniżył się, a jego usta zetknęły się z moją szyją. Zostawiał tam mokre ślady, a ja zapomniałam jak się oddycha. Robił to delikatnie i czule. Moje ręce zaplotły się na jego karku, a Ashton cicho się zaśmiał. Jednak nie przerwał tego, co zaczął.
– Mógłbym to robić dniem i nocą – szepnął do mojego ucha. – Mógłbym całować cię cały czas…
– Zrób to w końcu… – powiedziałam z przyśpieszonym oddechem. – Pocałuj mnie.
Patrzył na mnie z uśmiechem na twarzy, ale nie zrobił nic. Prowokował mnie, a ja mu uległam. Wpiłam się w jego usta, a on się do mnie dołączył. Nasze języki zgrały się w jedność, która mnie przerażała. To było wspaniałe uczucie, które zawładnęło całą mną. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Nigdy niczego tak nie pragnęłam. Ale zawsze musi być ten pierwszy raz.


Kolejny rozdział 27 czerwca, a my czekamy na Wasze opinie w komentarzach. :) /Bellezza i Koneko

7 komentarzy:

  1. Ubóstwiam nad życie ten fan fiction i kocham Ciebie :D życzę weny kotku <3

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tak, Ashton. Piękny beton." Matko kocham ten moment xd �� i kocham Was za to opowiadanie :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak romantycznie! *-*
    A ta cała scenka, kiedy jej tata ich przyłapał, była bezcenna. :D
    Świetnie całość napisana.
    Nie pozostaje nic więcej, jak tylko czekać na kolejny rozdział. ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowne *-*
    Warto było zarwać noc xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni razem są cudni. Oboje wpadli - Ash to chyba nawet bardziej od niej. Jej rodzice rozwalają mnie na łopatki- ale i tak ich jakoś nie lubię. No, i teraz będzie przez tatusia szpiega awantura w domu - mam nadzieje, że może jej jednak odpuszczą. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. 29 czerwiec....

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy