15 maj 2015

ROZDZIAŁ 4

•Abby•
Moi rodzice nie tolerowali kłamstw, dla nich najważniejsza była prawda. Nawet ta najgorsza. Kiedy przyszłam tak późno, myślałam, że będzie strasznie. Liczyłam się z konsekwencjami i szlabanem. Jednak dostałam tylko ostrzeżenie.
To niedorzeczne, że jeden człowiek musiał do tego doprowadzić. Zawiodłam ich i źle się z tym czułam. Dla mnie to nie było tylko nocne wyjście. Złamałam niepisaną umowę, której wszyscy się trzymaliśmy.
Miałam nadzieję, że więcej się do mnie nie odezwie, tak jak mu mówiłam. Tylko czy naprawdę tego chciałam? Bo niby czemu przez cały dzień myślałam tylko o nim? Zastanawiałam się nad tym, jak wyglądałoby nasze kolejne spotkanie. Jednak do tego nie dojdzie. Nie spotkamy się ani razu więcej. Powiedziałam mu, a on mnie posłucha. Odpuści i znajdzie sobie inną koleżankę. Przed oczami miałam jego uśmiech, który skrywał mnóstwo tajemnic. Jego oczy błyszczały od blasku księżyca, a ja mogłabym w nich utonąć…
Do moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka. To była ostatnia lekcja, jaką dziś miałam. Nie wiedziałam nawet, o czym była mowa, a w moim zeszycie nie było żadnego zapisanego słowa. Żyłam w innym świecie. Pełnym Irwina.
Zabrałam ze sobą potrzebne książki, a plecach założyłam na ramiona. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu i po prostu poleniuchować. Przestać myśleć o nim i skupić się na mojej przyszłości, rozwiązując zadania domowe.
Kiedy wyszłam ze szkoły, poczułam się dziwnie. Tak, jakby coś za chwilę miało się stać. Moje serce zaczęło szybciej bić, a ja miałam ochotę zniknąć, zapaść się pod ziemię. Stał tam. On. Oparty o swój motor i rozmawiający z grupką dziewczyn. Uśmiechał się do nich, a ja zamarłam. Nie z ich powodu. Zamarłam, bo on wyglądał jak bóg. Biała koszulka opinała jego ramiona i leżała na nim idealnie. Włosy miał zmierzwione od kasku.
Stałam i wpatrywałam się jego w postać, zamiast iść przed siebie. Tylko że nie mogłam zejść normalnie po schodach i iść do domu. Stał mi na drodze, chociaż miał więcej nie przyjeżdżać. Miałam dwa wyjścia. Jednym z nich był odwrót. Miałam się zawrócić i poczekać, aż odjedzie. Tylko to by oznaczało, że jestem słaba i się nim przejmuję. Nie mogłam tego zrobić. Musiałam wybrać opcję numer dwa. Przejść obok niego i nie dać się zauważyć. W końcu się nie wyróżniałam, a tam było mnóstwo dziewczyn.
Zaczęłam iść, a moje nogi były giętkie. Jego tu nie ma, to nie on. Szłam dalej i wcale nie myślałam o jego cudownych perfumach, które czułam. Musiał używać ich bardzo dużo, ale to mnie nie obchodziło. Był po mojej prawej stronie. Głowę spuściłam w dół i modliłam się, aby…
– Abby! – zawołał radośnie. – Śpieszysz się gdzieś?
Zauważył mnie. Odwróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego niepewnie. Wyglądał tak dobrze…
– I-idę do domu.
– Niech idzie, Ash. – Jedna z dziewczyn przybliżyła się do niego. Znałam ją, tak jak cała szkoła. Blond włosy i tyłek na wierzchu. Nie lubiłam takich dziewczyn, a wręcz nienawidziłam. – Mówiłeś o tym…
Mówiła coś do niego, a on się do niej uśmiechnął. Objął ją w pasie, a moje serce zabiło mocniej. Może to nie po mnie tutaj przyjechał. Może to była jego dziewczyna. Może…
– Jesteś bardzo miła. – Jego ręka pogładziła jej policzek. Dlaczego on to robił? Musiałam stąd iść, niepotrzebnie się zatrzymałam. – Tylko, że przyjechałem tu po dziewczynę, która teraz ma kłopoty.
Czy on mówił o mnie?
– Zawsze możemy się umówić. – Zachichotała, a ja zdałam sobie sprawę, że nadal tam jestem. Patrzyłam na tę dwójkę z bólem, chyba naprawdę się znali. Odsunął się od niej. Podszedł do motocyklu i ściągnął z niego kask. Ten sam, który miałam na sobie wczoraj. Byłam pewna, że poda go dziewczynie. Jednak podszedł do mnie i włożył go na moją głowę. Uśmiechnął się, a ja gapiłam się na niego jak idiotka.
– Wybaczcie, ale będziemy uciekać. – Zwrócił się do grupki dziewczyn. – Jestem winny Abby przeprosiny.
– Jej? – zakpiła jedna z nich. – Jedziesz z nią?
– Ona ma imię. – Usiadł na motocykl i odpalił silnik. Dalej stałam i przyglądałam się temu z wielkim zdziwieniem. Miałam z nim jechać? Jakby nigdy nic? – Abby, kochanie.
– Nie jadę – wycedziłam. – Nigdzie nie jadę.
Czułam, że się denerwuje. Widziałam jak gwałtownie oddycha. Zgasił motocykl i znów do mnie podszedł. Tym razem mojego policzka dotknął, chociaż to niezwykle trudne z kaskiem na głowie. Byłam nim oczarowana, a mu to odpowiadało.
– Pojedziesz ze mną, dobrze? – Powiedział szeptem.
Bałam się, że moje serce za chwile wyląduje na chodniku. Kim on był, że wywoływał we mnie tyle emocji? Był niemożliwym człowiekiem, który mi rozkazuje. Jednak to wystarczyło, aby moja noga zrobiła krok do przodu. Usiadłam tuż za nim i zupełnie nie wiedziałam, dlaczego to robię. Byłam jakby w transie, który wywołał Ashton.
Wiedziałam jedno. To nie był normalny człowiek.

Ashton•
Mówiła, abym się do niej nie odzywał. Dałem jej spokój, ale tylko przez jeden dzień. Nie mogłem wytrzymać dłużej. Ciągnęło mnie do niej i nie za bardzo wiedziałem, dlaczego. Ta dziewczyna miała coś w sobie, a ja chciałem to odkryć. To było pragnienie, które miałem zamiar ugasić.
Zatrzymałem się przed jej domem. Zsiadła z motoru od razu i nawet na mnie nie zaczekała. Odłożyła kask na siedzenie i poszła w stronę klatki schodowej. Myślała, że w ten sposób się mnie pozbędzie? Myliła się. Poszedłem krok w krok za nią i miałem idealny widok na jej tyłek, który cholernie miałem ochotę dotknąć. Otworzyła drzwi wejściowe i nawet mi ich nie przytrzymała. Weszła po schodach, a ja tuż za nią. Wiedziała o tym, że idę… chyba. Wydawała się nie zwracać na mnie uwagi, ale marnie jej to szło. Zaczęła otwierać drzwi do mieszkania. Była zdenerwowana i najwidoczniej nie mogła trafić w dziurkę. Odchrząknąłem, a ona spojrzała na mnie z niepokojem. Wziąłem od niej klucze i wpuściłem ją jako pierwszą. Musiałem zachować się jak gentelman.
– Możesz iść – poinformowała mnie, kiedy przekroczyłem próg drzwi.
– Nie mogę – ziewnąłem. – Twoi rodzice wrócą pewnie późno, więc do tego czasu będziesz skazana na moje towarzystwo.
Przyglądałem się jak ściąga plecak, a następnie trampki. Weszła w głąb mieszkania, a ja tuż za nią.
– Pracuję w księgarni.
– Kłamiesz, kochanie. – Uśmiechnąłem się. – Wiem, w jakie dni pracujesz.
Stała naprzeciwko mnie, a jej policzki były lekko zaróżowione. Zbliżyłem się do niej, a jej plecy przywarły do zimnej ściany. Stykaliśmy się klatkami piersiowymi, a ja czułem bicie jej malutkiego serduszka.
– Proszę… - szepnęła.
– O co prosisz? – uśmiechnąłem się z wyższością. – Mam iść i nie zrobić czegoś takiego?
Moje usta dotknęły jej szyi. Zostawiłem tam mokry ślad, a ona cicho jęknęła. Nie mogła się mi oprzeć, nie dziwiłem się.
– Czego chcesz, skarbie? Powiedz, a ja to zrobię.
Patrzyła na moje usta. Wiedziałem, że chce poczuć ich smak. Chciałem tego samego. Miałem ochotę ją pocałować, ale to nie było takie proste. Musiała mi powiedzieć, czy tego chce.
– Masz piękne wargi.
Przejechałem kciukiem po jej czerwonych ustach. Były śliczne.
– D-dzięki. – Jej głos był ledwo słyszalny. Krępowała się.
– Całowałaś się kiedyś? – Nieśmiało pokręciła głową, a jej policzki przybierały coraz bardziej czerwony kolor. – Chcesz, abym to zrobił? Powiedz, a to uczynię.
– Tak – szepnęła.
– Co mam zrobić?
– Pocałuj mnie. – Spuściła głowę w dół, a ja z powrotem podniosłem jej podbródek. Jedną ręką trzymałem jej głowę, a drugą położyłem na biodrze. Zbliżyłem się do niej i lekko musnąłem jej usta. Raz, potem drugi. Delikatne i słodkie. Takie, jak sobie wyobrażałem. Przegryzłem jej dolną wargę i chciałem dostępu do środka. Odchyliła wargi, a ja mogłem złączyć nasze języki w jedną całość. Gubiła się w tym wszystkim, ale to mi nie przeszkadzało.
– Całkiem dobrze. – Uśmiechnąłem się. – Poszło ci bardzo dobrze, Abby.
Jej policzki w dalszym ciągu były czerwone. Rumieniła się tak, jakbym ściągnął z niej całe ubranie. Na samą myśl moje usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.

•Abby•
O cholera, czy to działo się naprawdę, czy to tylko wyjątkowo piękny i realistyczny sen? Miałam nadzieję, że jednak pierwsza opcja. Oddychałam zbyt szybko. Traciłam kontrolę.
Jego dłoń zsunęła się z mojego biodra na udo. Zaczął delikatnie gładzić nagą skórę. Swoje czoło oparł o moje i intensywnie wpatrywał się w moje oczy. To wszystko było takie wspaniałe. To uczucie, gdy mnie dotykał, całował… Nie pragnęłam niczego innego, aby tylko robił to dalej. Nie liczyli się rodzice ani też moje zasady moralne. Liczyła się tylko ta chwila, w której jego dłoń pieściła moją nogę, za każdym razem ciut wyżej.
Piekły mnie policzki i byłam pewna, że były maksymalnie czerwone. Ta myśl sprawiała, że peszyłam się jeszcze bardziej. Drgnęłam, gdy jego dłoń znalazła się przy rąbku szkolnej spódniczki. Zamknęłam oczy, nie mogąc dłużej patrzeć w jego cudowne tęczówki. Prawdopodobnie wziął to jako zgodę, bo jego dłoń delikatnie wsunęła się pod miękki materiał. Odsunęłam się gwałtownie w bok. Nie mogłam mu pozwolić na nic więcej. Spojrzałam na niego, ale odwrócił się do mnie tyłem. Pewnie liczył na coś więcej, ale nie mogłam mu tego dać.
– Przepraszam, Abby – powiedział cicho i ponownie się odwrócił. – Przepraszam, nie powinienem był. To zbyt szybko – mówił, podchodząc do mnie ostrożnie. Cofnęłam się o krok. – Nie, proszę, nie bój się mnie. Już więcej nie zrobię nic, czego byś nie chciała.
Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Nie byłam w stanie niczego powiedzieć. Ruszyłam w stronę kuchni i dłonią dałam mu znak, aby poszedł za mną, co uczynił z ochotą.
– Chcesz coś do picia? – zapytałam cicho, bo mój głos jeszcze nie odzyskał pełni swoich możliwości po pocałunku i wszystkim, co działo się przed chwilą.
– Wodę. Dziękuję. – Usiadł przy stole, obserwując mnie uważnie.
Wyciągnęłam z szafki dwie szklanki i do jednej nalałam wody mineralnej. Podałam ją blondynowi i podeszłam do lodówki, skąd wyjęłam sok pomarańczowy, który już po chwili znalazł się w drugiej szklance, tej przeznaczonej dla mnie. Wzięłam kilka łyków, a zimny napój przyjemnie ochłodził moje gardło.
– Widzę, że rodzice jednak cię nie zabili. Widzisz, kochanie, miałem rację – powiedział, a ja spojrzałam na niego groźnie.
– Gdyby nie ty, nie byłoby całej tej sytuacji! – Krzyknęłam głośno, a on skulił się zaskoczony. – Gdybyś nie zabierał mnie, Bóg wie gdzie, nie zasnęlibyśmy przy tym głupim ognisku i nie naraziłabym się na rozczarowanie rodziców!
W moich oczach pojawiły się łzy, a on wstał z krzesła i podszedł do mnie. Cofnęłam się, ale za sobą natrafiłam na kuchenny blat. Zatrzymał się kilka milimetrów ode mnie, a jego dłoń wylądowała na moim policzku, gładząc go lekko.
– Przepraszam – szepnął ze skruchą a potem przytulił mnie, kładąc głowę na moim ramieniu. Był ode mnie wyższy, więc musiało to śmiesznie wyglądać, ale było też tak słodkie i urocze, że nie potrafiłam się dłużej złościć i objęłam go jedną ręką w pasie, drugą wplatając w jego blond włosy.
I w tym momencie usłyszałam, jak ktoś wkładał klucz do zamka. Rodzice? O tej porze?! Nie zastanawiając się nad tym, złapałam Ashtona za rękę i pociągnęłam w kierunku mojego pokoju. Gdy tylko znaleźliśmy się w środku, zamknęłam za nami drzwi i nie zwracając uwagi na jego ciche protesty, zaprowadziłam go do okna.
– Abby, wróciliśmy! – Krzyk taty rozniósł się echem po całym mieszkaniu.
– Wyłaź i to już! – Rozkazałam chłopakowi, otwierając mu okno i niemalże go wypychając. – I błagam, nie przychodź więcej – spojrzałam mu prosto w oczy. – Proszę.
Tak było lepiej. Chciał coś powiedzieć, ale nie pozwoliłam mu. Zamknęłam okno i podbiegłam do szafy, z której wyjęłam pierwsze lepsze legginsy. Wyszłam na korytarz, gdzie niemal zderzyłam się z mamą.
– Cześć, co wy tak wcześnie? – spytałam, a mój głos drżał. Miałam tylko nadzieję, że niczego nie usłyszą.
– Chcieliśmy spędzić dzień z naszą córką – odezwał się tata, posyłając mi uśmiech. – A ty nie powinnaś tu być dopiero za… – spojrzał na zegarek. – Za pół godziny?
– Oh, bo pani Clark musiała załatwić sprawę osobistą i odwołała nam ostatnią lekcję – skłamałam szybko. Cholera. Dzięki Ashtonowi nie wracałam autobusem, więc byłam w domu dużo szybciej. – Więc co planujecie na dziś? – zapytałam, szybko zmieniając temat.
– Ugotuję coś – tata wzruszył ramionami i niemal od razu ruszył do kuchni. – A ty idź się przebrać z mundurka, bo chyba ci w tym przeszkodziliśmy – dodał, a ja spojrzałam na czarne legginsy, które trzymałam w rękach.
Posłałam mamie uśmiech i ruszyłam z powrotem do pokoju, ale nagle zatrzymał mnie głos ojca.
– Abby, czemu wyjęłaś dwie szklanki? – spytał podejrzliwie.
– Bo najpierw zachciało mi się wody, a potem stwierdziłam, że jednak napiję się soku! – Wymyśliłam coś na szybko i modliłam się, aby podziałało i było dość wiarygodne. Odetchnęłam z ulgą, gdy w kuchni rozbrzmiał śmiech taty.
Cholerny Ashton.
Był już wieczór, gdy weszłam do swojego pokoju. Całe popołudnie spędziłam na kanapie w salonie, siedząc pomiędzy mamą a tatą i oglądając filmy. Co jakiś czas robiliśmy taki dzień, gdzie cała ich uwaga była skupiona na mnie, albo chociaż na czynnościach, które wykonywaliśmy razem. Zrobiliśmy nawet razem obiad. Wszystko to sprawiło, że byłam zmęczona. Ale cieszyłam się, że wrócili szybciej z pracy – dzięki temu, mogłam odsunąć na bok myśli o Ashtonie. Tak było lepiej. Przyciągał kłopoty, a ja omijałam je za wszelką cenę.
Mój wewnętrzny spokój, wprowadzony przez popołudnie z rodzicami, został jednak naruszony. Na moim idealnie zaścielonym łóżku leżało pudełko. Podłużne i płaskie. Dokładnie zamknęłam za sobą drzwi i pierwszym co zrobiłam, było podejście do okna. Otworzyłam je i wyjrzałam na zewnątrz. W oddali słyszałam odjeżdżający motor.
Nie, to niemożliwe. To na pewno nie Ashton.
Rozejrzałam się. Było ciemno, ale przecież zauważyłabym, gdyby tu był. Zostawiłam okno uchylone, aby pokój się przewietrzył, a sama niepewnie podeszłam do łóżka. Mój wzrok padł na pudełko… czekoladek? Zdziwiona wzięłam je do ręki, aby zobaczyć jedno, niechlujne słowo, nabazgrane czarnym markerem.
Przepraszam.
Teraz już wiedziałam, że to jednak był Irwin. Nie myliłam się. I chociaż pragnęłam być na niego wściekła, nie potrafiłam. Może i przyciągał kłopoty, ale… no cóż, musiałam przyznać, że kreatywności mu nie brakuje i… o tak, jego niespodzianki były urocze.

Ashton•
Zdjąłem kask z głowy i przeczesałem palcami blond włosy. Zatrzymałem się przed domem Michaela, ale wcale nie wiedziałem, czy znów chcę zwalić mu się na głowę. Był świetnym przyjacielem, który zazwyczaj nie pytał o nic, ale… Nie mogłem ponownie go wykorzystać.
Zastanawiałem się także, czy dobrze zrobiłem nie słuchając Abby. Ale przecież niczego jej nie obiecywałem. Wcale nie potwierdziłem, że się odczepię i zostawię ją w spokoju. Miałem nieodpartą ochotę, aby zaczaić się gdzieś, skąd mógłbym ją obserwować, aby tylko zobaczyć jej reakcję na moje przeprosiny. Nie mogłem jednak. Rozumiałem, że to byłoby zbyt wiele.
Już miałem zakładać kask i odjeżdżać, gdy jedno z okien otworzyło się i ujrzałem wściekle czerwone włosy Clifforda.
– Będziesz tak stał, czy w końcu wejdziesz? – krzyknął z kpiną.
– Myślę, że pofrunę – odpyskowałem, a na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech.
– Właź na górę, mam dobrą gorącą czekoladę – powiedział i tyle go widziałem.
Stwierdziłem, że skoro i tak nie mam się gdzie podziać, póki co mogę u niego posiedzieć. Może akurat pomoże mi z szukaniem jakiegoś miejsca, gdzie mógłbym się zatrzymać. Upewniłem się, że mój motor jest bezpieczny i z kaskiem w ręku ruszyłem w stronę drzwi. Przynajmniej spędzę miło wieczór. A potem może znów wpadnę do klubu. Gdzie jak gdzie, ale tam zawsze znajdzie się jakaś panna, gotowa od razu postawić drinka. 


Kolejny rozdział za dwa tygodnie – 30 maja. Liczymy na wasze komentarze, kochani. ;) 

Przypominamy o możliwości informowania o rozdziałach przez Twitter. 
Bellezza i Koneko

7 komentarzy:

  1. Boże to jest genialne. Po prostu nie mogę znaleźć słów, żeby to opisać. Powiem tyle, że już kocham to opowiadanie i z nie cierpliwością czekam na następny rozdział. ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Irwin co ty robisz z biedną Abby! :D Podoba mi się ta relacja. Podoba mi się ten Ashton, a raczej taki Ashton :) Ich pocałunek był noo.. miodzio :D Jestem ciekawa jak ta relacja się rozwinie, bo Abby to wpadła. Jest znowu Michael - lubię go tu :) Oby pojawiał się częściej. Czekam na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie ma 01;14. Wcale nie mam wstać o 08;00, by pojechać na basen. Wcale nie będę zmęczona, gdzie tam. Powiem Wam jednak, że dla takiego opowiadania warto.
    Właśnie przeczytałam całe, gdyż miałam chwilkę i powiem Wam, że to była najlepsza decyzja z dzisiejszego dnia. Tak wspaniale piszecie, że nie mam na to słów. Bardzo przyjemnie się czyta. Z perspektywy Abby, czy Ashton'a, to nie ważne. Po prostu potraficie człowieka oderwać od codziennej monotonii, za co strasznie dziękuję.
    Może ja przejdę do rozdziału..
    Um, właściwie to mam jedno pytanie; czy wzorujecie się na filmie ,,Trzy metry nad niebem?'' Bo właściwie wszystko wygląda strasznie podobnie. No, oprócz bohaterów i tego, jak się poznali. Głównie chodzi o ten motor...
    Cieszę się, że to Michael jest przyjacielem Irwin'a. Według mnie idealnie do tego pasuje. Przyjaciel Abby z kolorowymi włosami? Nie wydaje mi się.. W każdym razie podoba mi się wykreowany charakter Clifford'a. Naprawdę.
    Calum z nią pracuje, jak słodko! *-*
    A Luke jest jej najlepszym przyjacielem! Ile ja bym za takie coś dała. *-*
    Czy tylko ja bym nie chciała spędzać takiego dnia z rodzicami? Jakoś mi się to nie widzi. Zdecydowanie nie.
    Um, no nic. Na mnie już pora.
    Pozdrawiam, karmeeleq. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny fanfic, już znalazł się na liście moich ulubionych! :)
    Taki Ashton mi się podoba haha >>>>

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział nie mogę się doczekać kolejnego :*
    /A

    OdpowiedzUsuń
  6. Super ale następny miał być wczoraj ��

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy