9 maj 2015

ROZDZIAŁ 3

•Abby•
W sobotnie popołudnie zostałam sama w domu. Rodzice wyjechali na poważne zakupy. Tak, tego słowa właśnie użyłam. Od miesięcy planowali mały remont łazienki. W końcu się zdecydowali, a dzisiaj mieli wybierać kafelki. Nie miałam ochoty wybierać ich z nimi, to było mało interesujące. Usiadłam na kanapie i w końcu miałam chwilę na obejrzenie mojego ulubionego serialu. Jednak zanim zdążyłam wcisnąć przycisk na pilocie, usłyszałam szmery dochodzące z mojego pokoju. Ostrożnie otworzyłam do niego drzwi i o mały włos nie padłam na zawał. Przed oknem stał Ashton. Uśmiechnięty od ucha do ucha, z telefonem w ręku.
– Widziałem, że twoi rodzice wyszli. – Wyprzedził mnie, mówiąc. – Ładnie tu masz, w tym swoim małym królestwie.
– Hmm… dzięki?
– Nie zaprosiłaś mnie wczoraj, więc postanowiłem, że sam przyjdę.
– Moi rodzice…
– Wrócą za jakieś trzy, cztery godziny. Mamy czas, kochanie. – Mrugnął do mnie.
– Skąd wiesz, że ich nie ma? – zdziwiłam się.
– Wiem dużo ciekawych rzeczy, Abby. – Usiadł na moim łóżku i założył nogę na nogę. – No dalej, usiądź. Nie wstydź się.
Próbował być poważny, ale szczerze? To mu kompletnie nie wychodziło. Uśmiechał się i co chwilę chichotał. Jak taka mała dziewczynka.
– Masz jakieś plany na ten jakże piękny dzień? – Zapytał, rozglądając się uważnie po całym pomieszczeniu.
– Nie, ale…
– Oh, to świetnie! Już masz – oznajmił, przerywając mi zdanie. Uśmiechnął się czarująco i już wiedziałam, że zgodzę się na wszystko, co zaproponuje. Byłam też ciekawa, co siedziało w jego głowie i jaki miał plan.
– Może chcesz coś do picia? – zapytałam grzecznie.
– Nie zmieniaj tematu, kochanie. – Uśmiechnął się drwiąco. – Zabiorę cię gdzieś, ale to niespodzianka. Boisz się szybkiej jazdy?
Spojrzałam na niego przerażona, ale on jedynie wstał i podszedł do mnie. Palce jego dłoni delikatnie przejechały po moim nagim ramieniu. Znów stał blisko mnie. Za blisko. I znów pachniał tak cudownie. To było przerażające, ale też niesamowite. Dziwiłam się samej sobie.
– Załóż coś wygodnego i weź jakąś bluzę, a rodzicom zostaw wiadomość, że wrócisz późno. – Rozkazał i powrócił na łózko, gdzie wcześniej siedział.
Nie zostało mi nic innego, jak zrobić to, co kazał. Wyjęłam z szafy czarne rurki i niebieską koszulkę.  Skierowałam się do łazienki, gdzie szybko się przebrałam i związałam włosy w wysokiego kucyka. Przez myśl przeszło mi, aby chociaż pomalować rzęsy tuszem, ale zaśmiałam się z samej siebie i zrezygnowałam z tego pomysłu. Nie szłam przecież na żadną randkę.
Wzięłam kilka głębokich oddechów i nacisnęłam klamkę. Wzrok Ashtona niemal od razu zlustrował mnie od góry do dołu. Udając, że tego nie widzę i nie czuję, wyjęłam z szafy szarą bluzę z kapturem, którą na siebie narzuciłam i podeszłam do biurka. Znalazłam czystą kartkę i długopis, a następnie szybko napisałam krótką wiadomość, że poszłam do Luke’a robić projekt z geografii. Nie miałam w zwyczaju kłamać, ale czasem mi się zdarzało i to była jedna z takich sytuacji.
– Jestem gotowa. – Spojrzałam na niego pytająco i sama nie widziałam, czy to było pytanie, czy stwierdzenie.
Blondyn kiwnął głową i wstał, kierując się do okna, za którym znajdowały się schody przeciwpożarowe. Odkaszlnęłam, zwracając na siebie jego uwagę.
– A może tak wyjdziemy drzwiami? – Zaproponowałam kpiąco, a on jedynie zaśmiał się nerwowo i zamknął okno.
– Jasne, ja tylko… huh, nieważne.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Wyszliśmy z mieszkania jak przyzwoici ludzie. Zakluczyłam drzwi i zeszliśmy na sam dół. Zaczęłam rozglądać się za jego autem, jednak kiedy zatrzymał się przed czarnym motocyklem tylko westchnęłam. Mieliśmy jechać… tym? Powoli zaczęłam się denerwować, a moje ręce pocić. Bałam się wsiadać na tę maszynę. Ostatnio tyle się słyszy o wypadkach ze skutkiem śmiertelnym. Nie chciałam trafić do statystyk.
– Co jest? – Ashton podał mi czerwony kask, a sam założył drugi. Podniósł szybkę i spojrzał na mnie z zaciekawieniem. Przyglądał się dłuższą chwilę, a potem jego dłonie sięgnęły na czubek mojej głowy. Delikatnie ściągnął gumkę z moich długich włosów. – To ci nie będzie potrzebne.
Schował ją do kieszeni, a na głowę nałożył mi kask. Zasunął szybkę swoją, jak i moją. Miałam teraz usiąść na tej maszynie? Irwin przełożył nogę przez siedzenie i po chwili odpalił silnik. Czekał, aż zrobię to co on. Jednak moje nogi nie chciały mi pomóc. Stałam i gapiłam się na niego.
– Przełóż nogę – zaśmiał się nerwowo. – Obiecuję, że nie zginiemy.
– Mam nadzieję – mruknęłam pod nosem.
Usiadłam tuż za nim i mocno ścisnęłam jego kurtkę. Kiedy odpalił silnik i ruszył, byłam do niego przyklejona i nie zamierzałam tego zmieniać. Nigdy nie jeździłam na motorze i nie za bardzo wiedziałam jak mam się zachować.
Dopóki jechaliśmy normalną ulica było całkiem dobrze. Sytuacja zmieniła się, gdy tylko wyjechaliśmy na autostradę. Wtedy Ashton przyśpieszył, a ja byłam przerażona. Ściskałam go mocno w pasie. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Przecież obiecał, że mnie nie zabije.
Patrzyłam, jak każdy samochód zostaje w tyle. Ashton kluczył między autami, wymijając każdego i często znajdowaliśmy pomiędzy dwoma pojazdami. Wtedy moje serce biło kilka razy mocniej. Moje dłonie się pociły, ale kurczowo trzymałam się chłopaka. Przylegałam do niego mocniej za każdym razem, gdy przyśpieszał. Modliłam się, aby to wszystko skończyło się dobrze i byśmy dojechali szczęśliwie tam, gdzie blondyn chciał mnie zabrać.
Z ulgą poczułam jak zwalnia. Zjechaliśmy z autostrady i jechaliśmy normalną drogą. Przeraziłam się, gdy skręcił w leśną dróżkę. Nie chodziło tylko o to, że to był las, a ja znałam go zaledwie… trzy dni. Droga była naprawdę wyboista i podskakiwaliśmy na każdym większym dołku, czy kamyku. Bałam się, że w pewnym momencie spadnę z motoru i po prostu coś sobie zrobię. Nie chciałam nawet zamknąć oczu, aby przypadkiem nie był to ostatni raz, kiedy to robiłam.
Leśna ścieżka zniknęła tak samo nagle jak się pojawiła, a blondyn zahamował i zdjął kask. Nie wiedziałam, gdzie się znajdujemy.
– Żyjesz, kochanie? – Usłyszałam jego głos. Nie odpowiedziałam. – Abby?
Odwrócił głowę, aby na mnie spojrzeć. Było to niewygodne, ale trzymałam go zbyt mocno. Moje ręce były zdrętwiałe, ale bałam się go puścić. W głowie wciąż mi szumiało, jakbyśmy dalej jechali.
– Abby? Dobrze się czujesz? – Pytał, coraz bardziej przerażony. – Cholera – zaklął.
Jego ciepłe dłonie znalazły się na moich, splecionych razem w ciasnym uścisku. Delikatnie je pogładził i pociągnął za jeden z palców, odciągając go od reszty. To samo zrobił z kolejnym i następnym. Gdy obie moje dłonie były już wolne, Ash zszedł z motoru, uważając, aby nie uderzyć mnie przy tym nogą. Byłam w szoku i pewnego rodzaju zawieszeniu.
Spojrzał na mnie i wyciągnął rękę, odsuwając szybkę od mojego kasku do góry.
– Oddychaj, Abby. – Zaśmiał się cicho. – Żyjesz, nic ci się nie stało.
Gdy wciąż nie reagowałam, westchnął i odpiął mój kask, zdejmując go. Moje włosy naelektryzowały się lekko, ale gdy tylko Irwin pogładził mnie po nich, znów były takie jak wcześniej. Pomógł mi wstać i objął ramionami, przytulając mocno do swojej piersi.
– Spodoba ci się tutaj, kochanie. – Szepnął do mojego ucha, a po moim całym ciele przeszły ciarki.
Nie miałam pojęcia, dlaczego w ogóle z nim przyjechałam. Jednak kiedy spojrzałam na jego uśmiechniętą twarz, zrozumiałam. Miał to coś w sobie, co było urocze.
Rozejrzałam się dookoła i zrozumiałam, gdzie jestem. Ashton przywiózł mnie nad jezioro, które nie było aż takie ogromne. Można było tu przyjechać i samotnie spędzić czas. Za pewne nie roiło się tu od turystów. Nadal stałam osłupiała, ale kiedy kaszlnął, ocknęłam się. Ruszyliśmy w stronę wody. Nie chciałam się odzywać jako pierwsza, więc między nami była cisza.
Poczułam, jak jego palce delikatnie stykają się z moimi. Moje policzki pokrył rumieniec i pochyliłam głowę, jednocześnie ciesząc się, że wtedy przed domem chłopak zabrał mi gumkę do włosów. Moje ciemne włosy były na tyle długie, że zakryły mi policzki i uchroniły je przed wzrokiem Ashtona. Jego dłoń znów otarła się o moją, aby już po chwili na dobre zamknąć ją w żelaznym uścisku.
W pierwszej chwili chciałam ją wyrwać i odsunąć się od blondyna, ale jednak nie zrobiłam tego. Byłam pewna, że moje rumieńce były jeszcze większe niż wcześniej. Zawstydzona, spojrzałam na nasze splecione dłonie. Jego duża, moja mniejsza. Mimowolnie uśmiech wpłynął na moją twarz, a ja pod jego wpływem spojrzałam na idącego obok chłopaka. Patrzył na mnie. To sprawiło, że ponownie opuściłam wzrok, wbijając go w ziemię.
– Lubię, kiedy się rumienisz – usłyszałam jego chichot tuż nad uchem.
Speszona wyrwałam swoją dłoń z jego, a on puścił mnie zaskoczony, nie spodziewając się tego. Po chwili jednak wybuchł głośnym śmiechem.

•Ashton•
Była taka urocza, kiedy się rumieniła. Podobało mi się, że była taka nieśmiała, ale też zadziorna, kiedy było trzeba. Wszystko zależało od sytuacji. Zabrałem ją tutaj, sam nie wiem dlaczego. Lubiłem tu czasem przyjechać, usiąść i pomyśleć. Odpocząć i pomarzyć. Za każdym razem gdy tu byłem, wypowiadałem jedno i to samo życzenie. Pieniądze. Chciałem dużo pieniędzy.
Wydawało mi się dobrym pomysłem, aby pokazać Abby to miejsce. Było swojego rodzaju magiczne i wyjątkowe. Nie zwracając uwagi na jej nieme protesty, złapałem ją ponownie za dłoń, ciągnąc w kierunku wody.
Usiadłem na ziemi i pociągnąłem ją za sobą. Nie odzywała się, co nie do końca mi się podobało. Była speszona, kiedy byłem obok? W końcu byłem Ashton Irwin.
– Ślicznie tu. – Jej głos wrócił, ale nadal był cichy.
– Przyjechaliśmy akurat na zachód słońca. – Uśmiechnąłem się. – Romantycznie, prawda kochanie?
– Skąd znasz to miejsce? – Jej pytanie mnie nieco zaskoczyło, ale nie miałem zamiaru uniknąć odpowiedzi.
– Znalazłem je przypadkowo, a potem przyjeżdżałem tu, aby pomyśleć.
– Nad życiem?
– Tak, Abby. – Uśmiechnąłem się. – Czasami musisz się zatrzymać, aby pomyśleć nad tym, co chcesz dalej robić.
– Mądrze to brzmi. – Zachichotała, a ja objąłem ją ramieniem, przyciągając do siebie.  – Przestań mnie przytulać… – Mruknęła ledwo słyszalnie.
– Dlaczego? – Odgarnąłem jej włosy do tyłu i posłałem słodki uśmiech.
Zamruczała coś pod nosem, ale nie odpowiedziała mi. Zamiast tego, oparła głowę o moje ramię i westchnęła cicho. Mogłem być z siebie dumny, że taka dziewczyna jak ona siedziała tu teraz obok. Była ładna i mądra, co współgrało ze sobą. Mało było takich dziewczyn. Niektóre były tylko ładne i miały zerowe IQ. Zazwyczaj starczały tylko na jedną noc. Lubiłem to, ale z nimi nie dało się normalnie porozmawiać. Były one i tylko one, pieprzone egoistki.
– Nie jestem typem dziewczyny na jedną noc.
Czy ona czytała w moich myślach?
– Wiem, Abby.
– Więc czego ode mnie oczekujesz?
– Chciałbym miło spędzić czas. – Uśmiechnąłem się. – Z tobą.
– Oh…
– Przysięgam, że cię nie zabije, ani nie zgwałcę. – Zachichotałem, a ona podniosła głowę, aby na mnie spojrzeć. Nie chciałem jej straszyć, więc musiałem jej to powiedzieć. Przecież nie mogła się mnie bać, prawda?
– Dobrze, że mówisz wcześniej.
– Ciesz się tą wspólną chwilą, kochanie.
Wróciła do poprzedniej pozycji, nie odzywając się więcej. Była aż tak cicha? Sięgnąłem po jej dłoń i po prostu zacząłem bawić się jej palcami. Były takie szczupłe i delikatne. Nagle przestraszyłem się i wypuściłem jej rękę. Spojrzała na mnie dziwnie.
– Czemu przestałeś? – zapytała cicho.
– Bo… – Wyglądała tak, jakby to ją zmartwiło. – Jesteś taka delikatna i… mogę ci coś zrobić. – Wyznałem jej moje obawy, a ona spojrzała na mnie zdziwiona i po prostu wybuchła śmiechem. Nie chcąc wyjść na totalnego frajera, dodałem kpiąco: – Aż tak bardzo ci się to podobało, kochanie, że się tak zmartwiłaś?
Zarumieniła się, a ja uśmiechnąłem z satysfakcją. Nagle wiatr zawiał nieco mocniej, dmuchając w nas zimnym powiewem. Abby zadrżała. Był maj, więc było ciepło, ale wieczory były chłodniejsze. Potarłem ręką jej ramię, rozgrzewając je.
– Poczekasz tu na mnie chwilkę? Wrócę dosłownie za pięć minut. Okey, Abby? – Spojrzałem na nią uważnie. Niechętnie kiwnęła głową. – Naprawdę, Abby, za moment wrócę.
Wstałem i aby nie przedłużać, ruszyłem biegiem w stronę malutkiego, drewnianego domku, stojącego tuż przy linii lasu. Jego umiejscowienie sprawiało, że ciężko było go zauważyć. Zerknąłem przez ramię na dziewczynę. Siedziała w tym samym miejscu i obejmowała się ramionami. Musiałem się pośpieszyć.
Gdy tylko dobiegłem do domku, sięgnąłem dłonią pod mały parapet okna. Wyciągnąłem z zagłębienia pod nim klucz i szybko otworzyłem drzwi, wchodząc do środka i rozglądając się za dużym, czerwonym kocem, jaki zostawiłem tutaj ostatnim razem.
Nie wiem, do kogo należał ten domek, ale właściciele w ogóle tu nie bywali. Dlatego nie bałem się tutaj włamywać. Szybko odnalazłem koc i nie zawracając sobie głowy zamykaniem domku, po prostu wrzuciłem kluczyk do kieszeni spodni i ruszyłem szybkim krokiem w stronę czekającej na mnie brunetki.

•Abby•
Siedziałam wpatrzona w gładką powierzchnię wody. Poruszała się jedynie wtedy, gdy zawiał mocniejszy wiatr. Tworzyły się malutkie fale, w których mieniły się promienie zachodzącego już słońca.
– Tęskniłaś, kochanie? – Usłyszałam i jednocześnie poczułam, jak coś opada na moje ramiona. Drgnęłam zaskoczona, ale już po chwili zrozumiałam, że Ashton po prostu zarzucił na mnie koc.
– Skąd go masz? – zapytałam, obserwując jak siada blisko mnie i obejmuje ramieniem.
– To tajemnica, a gdybym ci ją zdradził, musiałbym cię zabić – wyznał z powagą na twarzy. Drgnęłam niespokojnie, a on wybuchł śmiechem. Okrył nas dokładnie czerwonym materiałem.
– Momentami jesteś nieznośny – mruknęłam cicho, ale i tak mnie usłyszał.
– Ale za to mnie lubisz, kochanie – zaśmiał się. – Może mi coś o sobie opowiesz, hm? Chciałbym cię bardziej poznać – zaproponował.
– A co byś chciał wiedzieć? – Nie lubiłam opowiadać o sobie, bo nigdy nie wiedziałam, co mam mówić.
– Wszystko. – Jego odpowiedź mnie rozbawiła. Wszystkiego nie wiedziałam nawet ja. – Więc może zacznij od tego, dlaczego pracujesz akurat w księgarni?
– Zaczęło się ode tego, że wujek poprosił mnie o pomoc. Polubiłam to miejsce, a on mnie zatrudnił, jak tylko skończyłam szesnaście lat.
– Więc ile teraz masz lat? – Jego pytanie mnie nieco zaskoczyło.
– Kobiet o wiek się nie pyta.
– Oh, to się nazywa pyskówka? – zaśmiał się. – Możesz mi powiedzieć, nikomu nie powiem.
– Siedemnaście.
– Okropny wiek, nic nie możesz zrobić legalnie.
– Jakoś nie narzekam. – Wzruszyłam ramionami. – A ty? Ile masz lat?
– Dwadzieścia jeden. – Odparł cicho i zaśmiał się widząc moja minę.
Wcale nie wyglądał na aż tak starszego ode mnie. W końcu to były cztery lata różnicy. Wzdrygnęłam się, gdy wiatr znów zawiał mocniej. Ashton podniósł się, aby odejść kawałek. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Czy uraziłam go tym, że się nie odezwałam?
Patrzyłam zdziwiona na jego poczynania. Układał gałęzie w jedno miejsce, tworząc coś, co przypominało ognisko. Czyżby chciał, abyśmy zostali tu nieco dłużej? W końcu kazał mi zostawić wiadomość rodzicom, że wrócę później. Westchnęłam i mocniej owinęłam się czerwonym kocem. Ciekawiło mnie, skąd go miał, ale skoro nie chciał mi powiedzieć to nie naciskałam.
Obserwowałam go dość uważnie. Widziałam jak skupia się na tym, co robi. Zdenerwowany, że ogień nie chce się rozpalić, zdjął bluzę i odrzucił na bok. Mogłam teraz oglądać jego mięśnie, na których opinała się koszulka. Po chwili gałęzie zaczęły się palić. Udało mu się i na pewno był z siebie dumny. Z powrotem usiadł obok mnie, nakładając swoją bluzę. Tym razem jeszcze bardziej okrył mnie kocem i potarł moje plecy.
– Będzie ci cieplej, kochanie – wypowiedział do mojego ucha, a ja drgnęłam. Jego głos mnie onieśmielał, a ja nie wiedziałam dlaczego. Pod wpływem chwili położyłam swoją głowę na jego ramieniu i patrzyłam na iskry, które wydobywały się z ogniska. Robiło mi się coraz cieplej, ale wiatr dalej dmuchał w naszą dwójkę. – Chodź, usiądziemy przy ogniu – zaproponował, a ja kiwnęłam głową i przeniosłam się na wskazane przez blondyna miejsce.
– Czy wracać też będę musiała tym potworem? – Wskazałam brodą motor, stojący przy drzewie.
– Nie, możemy się teleportować – odpowiedział z powagą w głosie.
– Kretyn… – mruknęłam pod nosem, a on jedynie zaśmiał się głośno. – Okey, zrozumiałam, możesz już przestać – mówiłam zażenowana.
Jego ramię było jakby specjalnie stworzone dla mojej głowy. Znów ją tam ułożyłam i było mi bardzo wygodnie, jak jeszcze nigdzie. Jego ręka oplatała mnie w pasie, a dłoń spoczywała na lewym biodrze. Nawet przez materiał ubrań czułam w tamtym miejscu przyjemne ciepło.
Ogień iskrzył, przyciągając moje spojrzenie. Wzrok skupił się na nim i pozwolił mi odetchnąć. To wyglądało trochę jak z filmów romantycznych. Dwoje ludzi, jezioro i to ognisko.
Zamknęłam powieki i pozwoliłam myślom odpłynąć…

•Ashton•
Przebudziłem się nagle. Wokół było ciemno i cicho. Gdzie byłem? Leżałem na czymś twardym, a na mojej piersi spoczywała czyjaś głowa. Moje ramię oplatało małe, delikatne ciało. Jęknąłem, gdy przypomniałem sobie wszystko. Jak późno było?
Abby poruszyła się lekko, mrucząc coś cichutko. Spojrzałem w prawo, gdzie powinno być ognisko. Już dawno wygasło.  Z moich ust wyrwało się przekleństwo. Musiało być już bardzo późno, najprawdopodobniej już nad ranem.
– Abby… – Potrząsnąłem nią lekko. Usiadła z krzykiem, odsuwając się ode mnie i zaplątując w koc. – Spokojnie, kochanie, to tylko ja…
– Co się stało? – spytała nieco zaspanym głosem. – Czemu jest tak ciemno? Ashton!?
– Zasnęliśmy. – Spojrzałem na ekran telefonu i nieco się przeraziłem. – Jest po trzeciej w nocy.
– Co?! – pisnęła. – Ashton… rodzice mnie zabiją. Nie wzięłam telefonu, oni…
– Już jedziemy, tak?
– Ty nic nie rozumiesz, oni nie zrozumieją. Pewnie dzwonili do Luke’a, mój Boże…
Obudziła się nagle i zaczęła gadać o niestworzonych rzeczach. Chciała wracać do domu i to rozumiałem. Sam straciłem rachubę czasu i obojgu nam się przysnęło. Chwyciłem za koc i kazałem jej chwilę poczekać. W tym czasie pobiegłem do domku i po prostu go tam rzuciłem. Kluczyk zostawiłem na swoim miejscu, dobrze zamykając posiadłość. Kiedy wróciłem, stała oparta o motor, a w dłoni trzymała swój kask. Jak tylko mnie zobaczyła, nałożyła go na głowę. Była zdenerwowana, można było wyczuć to na kilometr.
– Wszystko będzie dobrze, tak? – Uśmiechnąłem się. – Odwiozę cię do domu i po problemie.
– Nie, ty nie rozumiesz. – Pokręciła głowę. – Oni mnie zabiją, Ashton.
– Swoją jedyną córkę? – Uniosłem do góry szybkę od jej kasku i zbliżyłem swoją twarz, patrząc jej prosto w oczy. – Nie dopuszczę do tego, kochanie.
– Jedźmy już… proszę… – Jęknęła.
Założyłem kask i usiadłem na motor, a ona już po sekundzie do mnie dołączyła, oplatając rękoma w pasie i ściskając mocno, gdy tylko ruszyłem z piskiem. Musiałem ją szybko odwieźć.

•Abby•
Zatrzymał się tuż pod moją klatką. Powoli robiło się szaro, w końcu było w pół do piątej. To musiało się skończyć źle, czułam to. Pojawiły się wyrzuty sumienia, że w ogóle gdziekolwiek z nim pojechałam. Odsunęłam się od Ashtona i szybko zdjęłam kask, niemalże wciskając mu go w dłonie.
– Abby… – Odezwał się, a kask na jego głowie tłumił dźwięk. Zdjął go i spojrzał na mnie smutno. – Przepraszam, okey? Nie chciałem, aby tak wyszło. Mieliśmy wrócić najpóźniej o jedenastej, naprawdę mi przykro. Zobaczymy się dziś wieczorem albo jutro?
– Nie. Nie wiem… Ashton… – jęknęłam, zasłaniając twarz dłońmi. – Po prostu… Po prostu zostaw mnie przez jakiś czas w spokoju. Proszę… – spojrzałam na niego błagalnie.
Jeśli rodzice nie odkryli mojej nieobecności o tej porze, wszystko mogło skończyć się dobrze, ale doskonale wiedziałam, że nie mam na co liczyć. Jeśli zadzwonili do Hemmingsa to nie ma szans, abym przeżyła następne godziny. Nawet jeśli było to moje pierwsze takie przewinienie, będą zawiedzeni moim zachowaniem, a ja będę się z tym czuła okropnie.
Spojrzałam ostatni raz na blondyna, przygryzając wargę.
– Przepraszam… – szepnął, ale nie doczekał się odpowiedzi.
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę schodów pożarowych, szybko po nich wbiegając. Miałam nadzieję, że gdy przyszedł do mnie wczoraj, nie zamknął okna, a ja będę miała jak wejść do środka. Szarpnęłam cicho za okno i odetchnęłam z ulgą, gdy otworzyło się bez problemu.
Pojawiła się mała iskierka nadziei, że może wszystko będzie dobrze, że może rodzice położyli się spać. Mieli do mnie pełne zaufanie, więc było to możliwe. Część mnie chciała, aby to była prawda. Druga pragnęła, aby jednak mnie przyłapali – to ograniczyłoby moje kontakty z Ashtonem Irwinem, chłopcem, a raczej mężczyzną, który w ciągu kilku dni sporo namieszał w moim życiu, pojawiając się w nim nagle.
Uśmiechnęłam się lekko, gdy znalazłam w środku pokoju. Zamknęłam za sobą okno i odwróciłam, zamierając w pół kroku.
– O, w końcu raczyłaś wrócić do domu… Gdzie byłaś? – Na moim łóżku, z założonymi ramionami, siedział tata, patrząc na mnie wrogo. Obok niego spała mama. Już wiedziałam, że mam przesrane.

Kolejny rozdział 15 maja, a my liczymy na Wasze komentarze. ;)

Bellezza i Koneko 

PS. Zachęcamy do obserwowania naszego profilu na tt: @avalanchepl ;)

3 komentarze:

  1. OMG! No jest rozdział, rzuciłam wszystko i zaczęłam czytać :). Dzoewczyno Jezu ten blog jest Z-A-J-E-B-I-S-T-Y <3Kochana no rozdział dhdgfhvhjtgjcgjcfjbjhf nie mam słów. Czekam na nexta.
    Kocham i pozdrawiam <3 !

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczyna się robić ciekawie. Czekam na kolejny rozdział i życzę weny <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział.
    Zakochałam się w tym opowiadaniu.
    Cieszę się, że trafiłam tutaj.
    I na pewno zostanę do końca.
    Ta historia ma w sobie coś niezwykłego.
    Sprawia, że chce czytać się wiecej i więcej.
    Życzę weny. :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy