30 kwi 2015

ROZDZIAŁ 2

•Ashton•
Od zawsze wiedziałem, że można na niego liczyć. Nie lubiłem wykorzystywać innych, ale ta sytuacja tego wymagała. Michael był jedyną osobą, która nie zadawała niepotrzebnych pytań. Miał dosć wygodną kanapę i miękki koc. To była dobra decyzja, aby tu zostać.
– Masz – usłyszałem nad sobą głos przyjaciela i spojrzałem do góry. Stał przede mną z dwoma czerwonymi kubkami w dłoni. – To kawa.
– Dzięki – powiedziałem, gdy podał mi jeden.
Objąłem kubek obiema dłońmi i zapatrzyłem się w parę, wydostającą się z naczynia. Kawa pachniała cudownie i już po chwili dowiedziałem się także, że smakowała równie pysznie. Była posłodzona idealnie – ani za dużo, ani za mało.
– Więc co zamierzasz teraz zrobić? – Zielonowłosy zadał to pytanie, które nie bardzo chciałem usłyszeć. Westchnąłem cicho, a on usiadł obok mnie na kanapie, odsuwając na bok koc.
– Najpierw muszę kogoś odnaleźć – wyznałem.
Dziewczyna z wczoraj wciąż siedziała w mojej głowie. Nie potrafiłem wyrzucić jej z myśli. Ani jej osoby ogólnie, ani widoku jej spódniczki, podjeżdżającej lekko do góry. Jej brązowe tęczówki także wyryły się w mojej pamięci.
– Kogo? – Już pożałowałem, że wcześniej go pochwaliłem.
– To jakiś dzień niewygodnych pytań? – zakpiłem, a on jedynie zaśmiał się i powrócił do picia swojej kawy. – Dziewczynę. Muszę znaleźć dziewczynę – dodałem po chwili milczenia.
– Ale… Jesteś aż tak zdesperowany? – Spojrzał na mnie krytycznym wzrokiem.
– Nie, matole. Spotkałem ją wczoraj. Jest… niezwykła. – Rozmarzyłem się.
Wyobraziłem sobie, jakby to było być z nią teraz.  Siedziałaby obok, a ja obejmowałbym ją ramieniem. Jej głowa byłaby oparta o moją pierś, a ja delikatnie przeczesywałbym palcami jej miękkie włosy.
– Ej! – Poczułem mocne uderzenie w ramię. Nie, ona przecież nie zrobiłaby czegoś takiego. – Ashton, do cholery, nie słuchasz mnie.
– C–co? – Spojrzałem zaskoczony na Michaela.
– Gdzie byłeś? Myślami, oczywiście. – Spojrzał na mnie przenikliwie. – Niech zgadnę, pewnie ręką w majtkach tej biednej dziewczyny? – zakpił.
– Spierdalaj – fuknąłem obrażony. – Więc uważasz, że jestem taką świnią?
– A nie jesteś? – Udawał zdziwienie, naśmiewając się ze mnie. – Oj, daj spokój, nie obrażaj się. 
Zaśmiałem się pod nosem i wyszedłem z pomieszczenia, zabierając torbę z moimi rzeczami. Musiałem wziąć prysznic i się odświeżyć. Odkręciłem ciepłą wodę i powoli się rozbierałem. Moje myśli były zajęte obmyślaniem planu, jak się zbliżyć do dziewczyny, która w tak krótkim czasie sprawiła, że moja uwaga była kupiona na niej nawet wtedy, gdy nie było jej w pobliżu.
Byłem również ciekawy, ja zaaferowałem ją tak samo bardzo jak ona mnie. Wziąłem szybki prysznic i owinąłem się miękkim ręcznikiem. Umyłem zęby, a potem ubrałem się w czyste rzeczy.  

•Abby•
Był piątek, a dzień zapowiadał się naprawdę pięknie. Aż szkoda było spędzić go w księgarni. Jednak praca do czegoś zobowiązywała, a opuścić dzień bez konkretnego powodu, to nie było w moim stylu. Cofnęłam się od okna, aby syn sąsiadów nie pomyślał sobie zbyt wiele, na przykład, że obserwuję go, gdy kosi trawnik.
Skierowałam się do łazienki, w międzyczasie biorąc do ręki ubrania, które przygotowałam sobie wcześniej. Nie miałam zamiaru chodzić cały dzień w mundurku. To byłoby nie w porządku. Założyłam czarne rurki i zwykły biały T–shirt. Do koszulki przypięłam swój identyfikator, zaś włosy spięłam w luźnego koka. Kucyk zaczynał mnie denerwować, a to było jedyne możliwe rozwiązanie, jakie przychodziło mi do głowy. Włożyłam mundurek do pralki i wyszłam z łazienki. Schodząc po schodach, rozplątywałam białe kabelki słuchawek, które już po chwili znalazły się w moich uszach. Do pracy nie miałam daleko, zaledwie kilkanaście minut pieszo, więc nim się obejrzałam, już stałam przed szklanymi drzwiami księgarni.
Skierowałam się na zaplecze, gdzie zastałam wujka Caluma przy kilku sporych pudłach. Jęknęłam, bo to oznaczało nowy towar i więcej pracy. Moje obowiązki nie były zbyt wyczerpujące. Spędzałam w tym miejscu dosyć sporo czasu, ale uwielbiałam to. Chociaż taki dzień jak ten, wolałabym spędzić zupełnie inaczej.
– Większość już wprowadziłem do systemu, musisz je tylko poustawiać na półkach. Ja się biorę za resztę.  – Calum, starszy ode mnie zaledwie dwa lata, wskazał mi dłonią na te kilka kartonów, ale kiwną też głową na drzwi do drugiego pomieszczenia. Już wiedziałam, co w nim zastanę – jeszcze więcej nowych książek.
– Jasne, już się biorę do roboty – mruknęłam i wzięłam do rąk pierwsze pudło.
Calum wręczył mi plik kartek z dokładną rozpiską  pozycji i przypisanych im gatunkom. Zaczęłam układać książki na półkach według listy, ale już po kilku minutach coś mi przeszkodziło. Spojrzałam w górę i zaniemówiłam.
– Cześć.  – Chłopak uśmiechnął się szeroko. – Co za spotkanie – powiedział entuzjastycznie, a ja już wiedziałam, że to wcale nie był zbieg okoliczności.
– Cześć – odpowiedziałam cicho. – W czym mogę panu pomóc? – Zadałam mu takie pytanie, jak każdemu innemu klientowi.
– Szukam książki Nory Steel, znajdzie się coś? – zapytał z powagą, a ja nie mogłam powstrzymać chichotu.
– Nora Steel? – Kiedy kiwnął głowa, musiałam zasłonić usta dłonią, aby nie wybuchnąć śmiechem i nie zwrócić uwagi wujka.
– Co w tym takiego śmiesznego? – zdziwił się. – Nigdy bym nie pomyślał, że jestem taki zabawny – mruknął pod nosem, ale mimo to, usłyszałam.
– Dla kogo ma być ta książka? – Próbowałam się uspokoić, ale na marne. Wciąż chichotałam. – Dla ciebie? – Mruknął coś niewyraźnie.
– Dalej nie rozumiem, co w tym takiego śmiesznego… – burknął nieco obrażony, spoglądając na mnie piwnymi oczyma.
– To, że nie ma kogoś takiego, jak Nora Steel. Jest Nora Roberts i Danielle Steel, a obie piszą typowe romansidła dla mamusiek. – Nie wytrzymałam, zaczęłam się głośno śmiać, a on po chwili zorientował się, jaki błąd popełnił i dołączył do mnie.
Jego śmiech był bardzo charakterystyczny, taki donośny, ale zarazem piękny i jedyny w swoim rodzaju. Uśmiechnęłam się jeszcze bardziej, chociaż myślałam, że to niemożliwe.
– Abby? Coś się stało? – Calum wyjrzał zza drzwi zaplecza.
– Nie! – odkrzyknęłam. – A mógłbyś sprawdzić, czy mamy gdzieś książkę Nory Steel?
Spojrzałam rozbawiona na blondyna, który się skrzywił. Mój humor od rana był dobry, ale teraz, mimo kolejnego spotkania z tym dziwnym chłopakiem, stał się jeszcze lepszy. Roześmiana sięgnęłam po kilka kolejnych książek i już kierowałam się w stronę regału z kryminałami. Słyszałam za sobą kroki chłopaka i uśmiechnęłam się lekko.
Nie zwracając na niego uwagi, ustawiłam je na odpowiednim miejscu, przy okazji zmieniając położenie kilku innych lektur. Byłam z lekka pedantką, ale czy to źle, że lubiłam mieć porządek? Odwróciłam się z zamiarem pójścia po kolejne pozycje, ale wpadłam na coś, a raczej na kogoś.
– Więc masz na imię Abby? – Moje  oczy były na poziomie jego klatki piersiowej, więc musiałam zadrzeć głowę do góry, aby na niego spojrzeć.
– Na to wygląda – szepnęłam, bo na nic innego nie było mnie stać. Jego dłonie znajdowały się na moich biodrach, a on lekko się nade mną pochylał. – A ty?
– Nie, ja nie nazywam się Abby – zachichotał, a ja uśmiechnęłam się głupio. – Ashton. Nazywam się Ashton Irwin – dodał.
– Więc miło mi cię poznać, Ashton, a teraz musisz mi wybaczyć, ale ja pracuję.
– Czyżbyś chciała dać mi do zrozumienia, Abby, że moje towarzystwo cię rozprasza? – zapytał ze śmiechem, a ja spłonęłam rumieńcem. – Może ci pomogę?
– Będziesz za mną chodzić jak cień? – zakpiłam.
– Czemu nie? Ja będę nosił książki, a ty będziesz je jedynie ustawiała. Co ty na to? – zapytał.
–Niech ci będzie, skoro masz aż tak nudne życie. – Zgodziłam się i posłałam mu najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było mnie stać.

•Ashton•
Chodziłem za nią już dobre pół godziny. Jej ruchy były dokładne, a każda książka postawiona przez nią na półkę, stała idealnie od krawędzi. Była profesjonalistką w tym, co robi, albo miała bzika na punkcie czystości i porządku. Miałem ochotę to sprawdzić, ale nie wiedziałem jak.
– Więc… do której pracujesz? – Podałem jej kolejną książkę.
– Jestem tu od niecałej godziny, więc zostały mi jeszcze jakieś cztery. – Uśmiechnęła się do mnie w ten uroczy sposób.
– Nie możesz zrobić sobie jakiejś przerwy, czy coś?
– Nie, muszę pracować.
Chciałem ją gdzieś wyciągnąć, ale może nie miała ochoty? Wymigiwała się pracą… ale przecież mogła poprosić szefa o wcześniejsze wyjście, prawda? Sięgnąłem po ostatnie książki i ze skupieniem podawałem je dziewczynie. Kiedy skończyliśmy, usiadłem na pierwsze lepsze krzesło. Obserwowałem, jak odchodzi, prawdopodobnie na zaplecze, a potem wraca z jakimiś papierami. Usiadła przy stoliku i zaczęła coś w nich pisać. Była skupiona na tym, co robi i nie zwracała na mnie uwagi. Kaszlnąłem lekko, a wtedy podniosła wzrok.
– Lekceważysz mnie? – spytałem z rozbawieniem.
– Nie, muszę pracować. – Powiedziała to samo, co wcześniej. – Ah, a twoja książka…kilka leży przy kasie. Wybierz sobie jakąś.
– Nie uważasz, że po tak ciężkiej robocie należy mi się nagroda? – Zerknąłem na nią. – Może po twojej pracy, mogłabyś…
– Muszę wracać do domu. – Skrzywiła się. – Idź już, proszę.
– Więc spotkaj się ze mną dzisiaj o osiemnastej, zdążysz pójść do domu.
– Yh… – Wywróciła oczami. – Do widzenia, Ashton.
– Będę czekał przed księgarnią. Nie spóźnij się, kochanie.
Uśmiechnąłem się pod nosem i wyszedłem z pomieszczenia. Nawet nie kupiłem tej beznadziejnej książki, dla której tu przyszedłem. Oczywiście, to był pretekst, aby się z nią zobaczyć. Niestety wyszedłem na totalnego idiotę. Nie mogłem zapamiętać imienia i nazwiska autora. Jak zwykle coś poprzekręcałem, ale na całe szczęście, jakoś z tego wybrnąłem.
Cztery godziny później stałem oparty o ścianę budynku. Odpaliłem pierwszego papierosa i z lekkością się nim zaciągałem. Dym wypełniał moje płuca, co dawało mi uczucie spokoju. Miałem nadzieję, że się pojawi. Musiała przyjść, ale gdyby nie… znalazłbym ją, znowu. Nie miałem pomysłu, dokąd pójdziemy, jeśli się pojawi. Jednak może to ona mi coś zaproponuje. Może to było głupie, ale byłem ciekawy, w jakie miejsca lubi chodzić.
Spaliłem papierosa, a końcówkę przygniotłem butem. Spojrzałem na zegarek w telefonie i było dwadzieścia po szóstej. Spóźniała się, albo w ogóle nie miała zamiaru tu przyjść. W końcu mnie nie znała. Może się bała? Byłem tylko nieznajomym, który chce ją gdzieś wyciągnąć. Powinienem rozegrać to inaczej…
– A jednak jesteś – usłyszałem zza pleców. – Łudziłam się, że jednak nie przyjdziesz.
– Zaprosiłem cię, więc to byłoby trochę głupie z mojej strony, gdybym się nie pojawił. Nie sądzisz?
Jej policzki się zarumieniły, a głowę spuściła w dół. Była nieśmiała, co było urocze.
– Więc ile czasu możesz spędzić poza domem? – spytałem po chwili. – Twoi rodzice, tak w ogóle, dali
ci pozwolenie czy uciekłaś?
– Jakiś ty zabawny – mruknęła. – Mogę sobie iść.
– Tylko się spytałem. Nie wiem, dokąd mam cię zabrać.
– Możemy się przejść – zaproponowała, spoglądając w moje tęczówki. – Jeśli chcesz…

•Abby•
Wydawał się miły, mogłam tak powiedzieć, prawda? Cały czas podtrzymywał rozmowę, a ja nie musiałam się martwić grobową ciszą. Kiedy doszliśmy do parku, Ashton postanowił, że na chwilę usiądziemy. Całkowicie straciłam rachubę czasu i nie miałam pojęcia, ile ta jego „chwila” trwa. Jednak była zdecydowanie dłuższa, niż myślałam.
– Jakim cudem jest już po dziesiątej? – Byłam zdziwiona, a Ash wydawał się być rozbawiony. – Co cię tak śmieszy?
– Ty. – Wzruszył ramionami, wciąż chichocząc pod nosem.
– Taka zabawna jestem? – Uniosłam jedną brew.
– Owszem. Chcesz już wracać, czy jak? – Zadał pytanie, którego miałam nadzieję nie usłyszeć.
Jeśli powiem, że chcę wrócić, będzie mi głupio i jemu prawdopodobnie też. A jeżeli stwierdzę, że chcę zostać jeszcze trochę, blondyn może sobie pomyśleć za wiele, a tego także wolałam uniknąć. Wzruszyłam ramionami, nie będąc pewną niczego.
– Jak mam to rozumieć? – Zaśmiał się.
Powtórzyłam ten sam ruch, a on wybuchł głośnym śmiechem, a ja po raz kolejny pomyślałam, że lubię ten dźwięk. Brzmiał przyjemnie i miło dla ucha. Jego piwne oczy, w ciemności i świetle stojącej nieopodal latarni, wydawały się zielone i to także mi się podobało.
– Czemu tak na mnie patrzysz? – Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia.
– Um, ja… – Mogłam się założyć, że moje policzki w tamtym momencie były czerwone. Chłopak przysunął się do mnie bliżej, tak, że odległość między nami zmniejszyła się. Jego noga stykała się z moją, co wywołało przyjemne ciepło, rozprzestrzeniające się po moim ciele, ale ja ani drgnęłam. Byłam speszona jego nagłym ruchem.
– Mogę cię odprowadzić jeśli chcesz, ale to nie znaczy, że cię wyganiam – powiedział ledwo słyszalnie.
– Jesteśmy w parku, a tutaj możemy przebywać ile nam się tylko podoba.
– Słuszne stwierdzenie – wydusiłam z siebie. – Jednak chyba lepiej będzie, jak pójdziemy.
– Jasne, kochanie.
Czy on…? Tak, powiedział do mnie kochanie. Użył tego określenia już drugi raz, a ja nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. A może to był tylko jego nawyk, od którego nie mógł się odzwyczaić? Szliśmy w przyjemnej ciszy. Nie czułam się niekomfortowo, co było nieco dziwne. Nawet nie zauważyłam, kiedy znaleźliśmy się pod moim blokiem. Westchnęłam lekko i się zatrzymałam.
– Umm… mieszkam tu.
– Na którym piętrze? – spytał z uśmieszkiem.
– Drugim.
Oboje spojrzeliśmy na siebie niepewnie. Na usta już cisnęło mi się „dobranoc Ashton”, lecz właśnie wtedy, jego twarz znalazła się tak blisko mojej. Mogłam poczuć jego perfumy. A potem musnął lekko ustami mój policzek i odsunął się o krok.
– W takim razie, śpij dobrze – szepnął.
– Dobranoc, Ashton…
Odszedł, a ja zostałam sama. Byłam nieco zmieszana jego zachowaniem. Jednak nie czułam się urażona, chociaż mogłam. Znaliśmy się kilka godzin, a on posuwał się do takiego czynu. Inni robią o wiele gorsze rzeczy po kilkunastu minutach znajomości, więc nie byłam aż tak zła.

Nowy rozdział już za nami; jak Wam się podobał? Czekamy na opinie w komentarzach. :) 
ROZDZIAŁ 3 JUŻ 8 MAJA :)
Bellezza i Koneko

4 komentarze:

  1. Jeśli chcesz szczerą opinię, recenzję o swoim blogu
    zapraszam do nas http://recenzowisko-blogow.blogspot.com/
    prowadzimy także nabór, może czekamy właśnie na Ciebie!
    Pozdrawiamy,
    Załoga Recenzowisko

    OdpowiedzUsuń
  2. Super się zapowiada, ciekawi mnie co będzie dalej :) Czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko Ashton uwielbiam cię :D Nie, no on jest czaruś do kwadratu i nie dziwię się, że Abby połknęła haczyk. Jest i Michael :D Czy ja dobrze przeczytałam wujek Calum? Lol :D Jestem ciekawa, jak rozwinie się ich relacja. Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy