27 lut 2016

ROZDZIAŁ 9

Po długiej przerwie wracamy z nowym rozdziałem i krótkim promo. Przeczytajcie notkę na końcu. Miłego czytania xx

(c) spectrum

muzyka

Ashton•
Następnego dnia, kiedy Luke był w szkole, postanowiłem nieco to wykorzystać. Nie mówiłem wcale o urządzaniu hucznej imprezy, bo do tego potrzebowałem licznej grupy osób. Miałem jednak na myśli mojego drogiego przyjaciela – Michela. Skoro miałem się czuć jak u siebie w domu, dlaczego miałbym z tego nie skorzystać?
– Znowu wygrałem! – krzyknąłem w stronę przyjaciela. – A nie mówiłem?!
– Po prostu miałeś farta – fuknął pod nosem.
Clifford nie znosił przegrywać, ale musiał się do tego przyzwyczaić. Po prostu byłem lepszy we wszystkim, a mój drogi przyjaciel nie mógł tego znieść. Wstałem z kanapy, zabierając przy tym dwie puste butelki po piwie. Miałem zamiar wymienić je na dwa schłodzone napoje, ale dzwonek do drzwi mi w tym przeszkodził. Hemmings nie mówił nic o odwiedzających go gościach, więc byłem nieco zdziwiony. Nie za bardzo wiedziałem, co mam zrobić, jednak kolejny dźwięk irytującej muzyczki dał o sobie znać, a ja podążyłem do drzwi. Mogłem się spodziewać dosłownie wszystkich, ale nie jej. Moja siostra nawet się nie przywitała. Wparowała do środka jak do siebie, a swój kask położyła na pierwszej lepszej komodzie.
– Witaj, Michael – uśmiechnęła się do chłopaka, siadając na kanapie, obok niego.
– Co ty tu robisz?
Stałem oparty o framugę z rękoma założonymi na piersi.
– Nie wyglądasz, jakbyś cieszył się na widok własnej siostry.
Miała rację, wcale mnie nie cieszyła jej wizyta. Clover była taką osobą, która dbała tylko i wyłącznie o siebie. Zjawiała się tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebowała i nie cofała się przed niczym, aby to zdobyć.
– Ile się znamy, Clover? – spytałem, wpatrując się w nią. – Po co tu przyszłaś?
– Może po prostu chcę spędzić trochę czasu z braciszkiem?
Michael zaśmiał się, jakby usłyszał najbardziej komiczną rzecz pod słońcem. Miał rację, to była najbardziej komiczna rzecz pod słońcem.
– Kocham cię, Clover, ale oboje wiemy, że nie po to przyszłaś.
Wstała z uśmiechem na twarzy i dumnie spojrzała w moją stronę. Zdjęła skórzaną kurtkę i zaczęła chodzić po mieszkaniu, rozglądając się. Czego ona, do cholery, chciała?
– Tak właściwie to nie mam zbyt dużo czasu – odezwała się po chwili. – Chciałam ci tylko powiedzieć, że robię dzisiaj imprezę.
– I chcesz mi powiedzieć, że mam przyjść?
– No jasne – odpowiedziała podekscytowana. – Ty, Michael, także jesteś zaproszony. Przyprowadźcie dziewczyny i zabawcie się.
– Z jakiej to okazji? – Michael wyglądał na zaciekawionego.
– Zostaję w mieście na stałe.


Abby•
Byłam zmęczona całym dniem, a raczej jego pierwszą połową. W drugiej miałam iść do pracy i tam spędzić resztę czasu. Naprawdę lubiłam tam pracować, ale coraz bardziej nie chciało mi się siedzieć w księgarni. Dzisiaj był dzień, w którym najchętniej zakopałabym się w pościeli i nie wychodziła aż do wschodu słońca. Niestety, to były tylko moje marzenia, które nie zawsze się spełniają.
Po otworzeniu drzwi dostrzegłam mamę, która krzątała się po mieszkaniu. Zdążyła przejść między łazienką, a pokojem z dziesięć razy, a ja tylko zdjęłam swoje buty. Śpieszyła się, jakby coś się paliło. Weszłam za nią do pokoju, gdzie wyjmowała swoje ubrania z szafy. Ułożyła je na dnie szarej walizki.
– Oh, jesteś w końcu – odezwała się, gdy w końcu mnie dostrzegła.
– Dokądś się wybierasz? – spytałam, wskazując na walizkę.
– Tak, wybieramy się. – Posłała mi uśmiech. – Zbieraj się, kochanie.
– Ale dokąd? – dopytywałam. – A poza tym mam pracę, nie mogę nigdzie jechać.
– Ciocia właśnie trafiła do szpitala, najwidoczniej poród zaczął się wcześniej, niż wszyscy się spodziewali.
Moja mama nie lubiła takich niespodzianek. Jej siostra miała urodzić dopiero za niecałe dwa tygodnie, a ona naszykowała się na ten wyjazd, aby jej pomóc. Najwidoczniej dziecko postanowiło zrobić jej psikusa i pojawić się na świecie nieco wcześniej.
– Jedźcie sami, ja się nigdzie nie wybieram – burknęłam, opierając się o ścianę. – Poza tym, myślisz, że to faktycznie dobry pomysł? Będę tam tylko przeszkadzać.
– Nie zostawię cię samej w domu.
– Mamo, nie mam pięciu lat. Chodzę do pracy, więc powinnaś zrozumieć, że chcę być odpowiedzialnym człowiekiem i nie brać wolnego z byle powodu.
– Abby! – upomniała mnie. – To nie jest byle powód. Twoja ciocia rodzi.
– I właśnie dlatego potrzebny jej spokój.
– Zgoda – powiedziała to szybciej, niż się spodziewałam. – Nie mam czasu na dyskusję z tobą, bo ojciec pewnie już czeka na dole.
Zamknęła walizkę i zaniosła ją przed drzwi. Z torebki wyjęła portfel, a kilka banknotów położyła na komodzie. Widziałam, że jest tym zniesmaczona, ale co mogła innego zrobić?
– Będę do ciebie dzwonić – powiedziała, gdy wychodziła. – Zamknij za mną drzwi!
To było bardzo szybkie pożegnanie. Kiedy wyszła, odetchnęłam z ulgą, że tak łatwo mi poszło. Na prawdę nie miałam ochoty spędzić weekendu na zachwycaniu się nowo narodzonym dzieckiem.
Przeszłam do łazienki, gdzie ściągnęłam swój mundurek. Założyłam wygodniejsze ubrania, a potem spojrzałam w moje odbicie w lustrze. Kilka razy przeczesałam krótkie włosy palcami, które wcale nie wyglądały tak źle. W nowej fryzurze czułam się na prawdę dobrze i o dziwo cieszyłam się z szybko podjętej decyzji. Siostra Ashtona... Nawet w mojej głowie brzmiało to dziwnie. Irwin miał siostrę, a myśl o tym, że mi o tym nie powiedział, trochę mnie dobijała. Tak naprawdę mało o nim wiedziałam, a on o mnie aż za nadto. Mimo tego, że czułam się przy nim piękna i szczęśliwa, jego niedopowiedzenia martwiły mnie.
Usiadłam na brzegu białej wanny i odetchnęłam. Miałam tylko chwilę, aby poukładać sobie kilka rzeczy w głowie. Znając życie wujek Calum nic nie zrobił, więc czekało mnie dużo pracy. Prawdopodobnie jeszcze więcej, niż podejrzewałam.


Ashton•
Dumnym krokiem zbliżałem się do małej księgarni, gdzie pracuje Abby. Ruch na ulicy był coraz mniejszy, a słońce powoli zachodziło. Spojrzałem na zegarek w swojej komórce, a zamiast tego zobaczyłem dwa nieodebrane połączenia. Michael próbował się do mnie dodzwonić, ale mało skutecznie, jak widać. Nacisnąłem więc zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha. Rozbrzmiał jeden sygnał, potem drugi, aż w końcu odebrał.
– Po co ci ten pieprzony telefon, Irwin, skoro nie raczysz odbierać połączeń? A co, jeśli byłbym umierający? – wysyczał do słuchawki.
– Ale nie jesteś – odpowiedziałem krótko. – Co jest?
– Przychodzisz dzisiaj, tak?
– I tylko po to dzwonisz? – zdziwiłem się. – Przecież wiesz, że nie mogę przegapić tej idiotycznej imprezy.
– No tak, twoja kochana siostra by cię zabiła.
– Skoro mamy to już ustalone, pozwól, że zakończę tę idiotyczną rozmowę.
– Irwin! – wrzasnął do słuchawki, więc słuchałem, co ma mi do powiedzenia. – Kocham cię!
– Dupek – roześmiałem się i rozłączyłem.
W księgarni panowała cisza. Nie było śladu po klientach, ani nawet po Abby. Wszędzie panowała nieskazitelna czystość, a książki na półkach były ułożone idealnie równo. Czy tylko mnie to śmieszyło?
Nie zamierzałem jej szukać. Chciałem, aby to ona znalazła mnie. Usiadłem więc na jednym z miękkich krzeseł i czekałem. Moje nozdrza wyczuły zapach świeżo parzonej kawy. Dobiegał z pomieszczenia dla pracowników. Ruszyłem więc w tamtą stronę. Stała tyłem do mnie, a w kieszeni jej tylnych jeansów widniał telefon ze słuchawkami, które prawdopodobnie miała włożone w uszy. Wyglądała tak niewinnie. Jej ruchy ograniczały się do mieszania czarnej substancji w kubku, a sama stała jak słup soli, nieświadoma niczego. Zrobiłem krok do przodu i delikatnie położyłem dłoń na jej ramieniu. Drgnęła. Nie chciałem jej przestraszyć, ale najwidoczniej mi nie wyszło. Wyjąłem czarną słuchawkę z jej ucha, a potem drugą. Nadal stała nieruchomo, ale nie miałem pewności, czy wiedziała kim jestem.
– Ash... – szepnęła cicho, co rozwiało moje wątpliwości.
– Abby – odpowiedziałem również szeptem.
Dziewczyna odwróciła się przodem do mnie. Nie wyglądała na zadowoloną z mojego przyjścia tutaj. Była raczej zmartwiona, a jej oczy szkliły się od łez. Podpierała się dłońmi o drewniany stół, a jej wzrok skierowany był w pustą przestrzeń. Delikatnie dotknąłem jej policzka. Nie wiedziałem, co się dzieje, ale nie mogłem na to pozwolić. Ona nie mogła być smutna i nieszczęśliwa.
– Co się stało? – spytałem ostrożnie.
Zamiast odpowiedzi otrzymałem łzę, która spłynęła po jej policzku. Szybko ją otarła, sprawiając, że zniknęła.
– Abby, mów do mnie – rozkazałem.
– Nie – pokręciła głową. – Dlaczego mam z tobą rozmawiać, skoro cały czas mnie oszukujesz?
– Słucham?
Odsunęła się ode mnie na bezpieczny dystans. Poprawiła swoje krótkie włosy, zakładając pojedyncze kosmyki za ucho, a jej dłonie złapały za kubek z kawą.
– Abby...
Chciałem aby mi odpowiedziała.
– Nie mam ochoty na rozmowę, Irwin.
Była oschła, a ja zmieszany jej zachowaniem. Dlaczego tak się zachowywała? Wyszła z pomieszczenia, a podążyłem za nią. W jej dłoni znalazły się książki, które chciała umieścić na półkach.
– Będziesz pracować zamiast ze mną rozmawiać? – syknąłem w jej stronę.
– To właśnie robię – odpowiedziała obojętnie. – Taką mam pracę, jakbyś się jeszcze nie zorientował.
Stała pomiędzy dwoma półkami wypełnionymi książkami. Blokowałem wyjście z tego zaułku i nie zamierzałem tak po porostu odpuścić. Musiałem dowiedzieć się, o czym ona, do cholery jasnej, mówi. Kiedy skończyła układać książki, chciała wrócić po kolejne, ale jej to uniemożliwiłem. Stałem z rękoma założonymi na piersi i wpatrywałem się w brązowe oczy dziewczyny.
– Daj spokój i pozwól mi pracować – odezwała się.
– Ja? – prychnąłem. – Abby, to ty nie chcesz mi powiedzieć, o co ci chodzi.
– Nie muszę się tłumaczyć.
Zrobiłem krok w jej stronę, a ona się cofnęła. Chciałem uzyskać odpowiedzi, więc zbliżałem się coraz bliżej, aż w końcu jej ciało zetknęło się z zimną ścianą. Oparłem dłonie po obu stronach jej głowy i czekałem, aż się złamie.
– Dlaczego przyszedłeś? – zapytała już łagodniej.
– Clover robi imprezę, chciałem cię zabrać.
– Clover... – Na jej twarzy pojawił się dziwny uśmiech. Wyglądało to tak, jakby właśnie o nią miała pretensje. Tylko dlaczego?
– O nią się wściekasz?
– Czy ja wyglądam na wściekłą? – zapytała nieco ostrzej, niż chciała, co mogłem stwierdzić, spoglądając na jej krzywy uśmiech.
– Wyglądasz, jakbyś oburzała się o byle gówno i nie chcesz ze mną o tym porozmawiać.
– Dobrze, więc porozmawiajmy.
– Mów.
– Tak trudno było mi powiedzieć o jej istnieniu? Mogłeś chociaż napomnieć, że istnieje ktoś taki jak Clover. Wiesz o mnie tak dużo, nawet znasz moich rodziców. A ja? Mam wrażenie, że ukrywasz przede mną zbyt wiele.
– I o to te pretensje? – zaśmiałem się.
– No dalej, śmiej się – prawie krzyknęła, a ja nie poznawałem osoby, która przede mną stała. – Taka jest prawda, że nic o tobie nie wiem. I o to mam cholerne pretensje, Ash.
– Nigdy nie pytałaś. – Wzruszyłem ramionami, ale to był błąd. W jej oczach paliło się oburzenie i wściekłość, której nadal nie rozumiałem.
– Zostaw mnie.
– Słucham?
– Odejdź – powtórzyła dobitnie.
– Nie zrobię tego, póki wszystkiego nie wyjaśnimy.
– Nie mam czasu na grę w podchody z tobą, Ashton – syknęła. – Jesteś jedną wielką tajemnicą, której nigdy nie rozwiążę bez twojej pomocy. A jak widzisz, ty nie jesteś pomocny. Nie dajesz siebie poznać. Wszystko wychodzi przez przypadek, a skoro tak ma być to ja serdecznie dziękuję.
– Znasz mnie, Abby – pogładziłem kciukiem jej policzek, a ona raptownie odsunęła moją rękę. – Znasz mnie najlepiej ze wszystkich i nie zaprzeczaj.
– Wróciłem! – Drzwi do księgarni zamknęły się z hukiem, a do środka ktoś wszedł.
– Puść mnie – szepnęła dziewczyna. Nadal stałem oparty dłońmi o ścianę za nią. Nie spuszczałem wzroku z brunetki. Chciałem dalszej rozmowy, wyjaśnienia wszystkich niedopowiedzeń. Jednak dłoń na moim ramieniu nieznajomego kolesia mi na to nie pozwoliła.
– Abby? – odezwał się.
– Calum – uśmiechnęła się niepewnie. – Możesz powiedzieć Ashtonowi, że skończyłam z nim rozmawiać i powinien wyjść.
– Serio? – zdziwiłem się, nie odsuwając się ani na milimetr. – Nie możesz tego powiedzieć bezpośrednio mi?
– I tak mnie nie słuchasz – warknęła.
– Jak chcesz. Jeśli jednak zmienisz zdanie, Church Way dwadzieścia siedem.
Odsunąłem się na bok, dając jej możliwość przejścia. Spojrzała na mnie z nieskrywaną urazą, a potem po prostu odeszła. Czy to była nasza pierwsza kłótnia?


Abby•
Na dworze panował wręcz duszący mrok, a uliczne latarnie niewiele pomagały. Ich żółtawe światło, połączone ze światłami emanującymi z okien, rozświetlało tylko te duże, główne ulice, a ja właśnie skręciłam w tę boczną. Węższą i ciemniejszą. Nie lubiłam wracać późno do domu, ale pracy – jak podejrzewałam – było bardzo dużo i pocieszał mnie jedynie fakt, że był mały ruch przez całe popołudnie i wieczór.
Chłodnawe powietrze sprawiło, że rumieńce złości, jakie pojawiały się na moich policzkach za każdym razem, gdy przypominałam sobie kłótnię z Ashtonem, znikały. Nie mogłam uwierzyć, że czasami zachowywał się jak kretyn. Momentami widział tylko czubek własnego nosa, w ogóle nie zauważając, jak jego zachowanie mogło ranić innych, będących obok.
Takie myślenie wcale nie poprawia mi humoru, pomyślałam. Przeczesałam włosy dłońmi, zastanawiając się, co teraz zrobić. Nie czułam się dobrze z tym, że Ashton był na mnie zły, ale jeszcze gorsze było wspomnienie tego zażenowania, jakie poczułam, gdy dowiedziałam się, że jestem zazdrosna o jego własną, rodzoną siostrę. Automatycznie zacisnęłam pięści.
Spokojnie, Abby. Uspokój się – powtarzałam w myślach.
Wtedy w mojej głowie pojawił się pomysł. Przyspieszyłam kroku, aby jak najszybciej dotrzeć do domu i wprowadzić go w życie.


Po raz pierwszy stałam przed wielkimi metalowymi drzwiami sama. Nie było przy mnie Ashtona, który dodawał mi otuchy i mówił, że wszystko będzie dobrze. Pociągnęłam w prawo, a metalowe drzwi otworzyły się, zaś przede mną pojawiło się zupełnie nowe miejsce. Nie było starej kanapy ani stołu do pokera.
W środku już znajdowali się ludzie, których ciała pokryte były różnokolorowymi farbami. Świecili się pod wypływem ultrafioletu, co dawało niesamowity efekt. Każdy z nich podskakiwał w rytm nieznanej mi muzyki. Bawili się w najlepsze. Basy dudniły w mojej głowie, a wszystko stawało się wyolbrzymione. Spoglądałam na każdego z nich, szukając jedynej osoby, dla której tutaj przyszłam. Nigdzie jednak nie widziałam Ashtona.
– Abby! – krzyk nad moim uchem był dość wyraźny. Nick stał obok z uśmiechem wymalowanym na twarzy. Wpatrywał się we mnie, a ja zjechałam wzrokiem w dół. Nie miał koszulki, a zamiast tego jego ciało pokryte było zieloną farbą, tworząc różne nieregularne, ale niesamowite wzorki. – Dobrze cię widzieć!
– Hej. – Czy to było niezręczne spoglądać na niego? Miał idealnie wyrzeźbione ciało, ale swoją osobą doprowadzał mnie do szału. Stałam tam z założonymi rękoma, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Miałam spytać się o Ashtona? Nie, to by było zbyt banalne.
– Napijesz się? – znów krzyknął.
– Ja... – Niezręcznie wygładziłam dłonią białą koszulkę, a następnie naciągnęłam mocniej rękawy szarej bluzy.
Miałam powiedzieć stanowcze „nie”. Zacząć rozmawiać o tym, że nie powinnam brać alkoholu do ust, a dodatkowo w mojej głowie nagle pojawili się rodzice. Patrzyli na mnie z dezaprobatą, a ich miny mówiły, jaka to jestem niedobra. Miałam odejść, ale wtedy przypomniałam sobie o jednym. Tak na prawdę nigdy dobrze się nie bawiłam. Nie bywałam na tego typu imprezach, przystojniacy tacy jak Nick nie chcieli mnie poderwać, a Ashton zazwyczaj tkwił u mojego boku. Dlaczego więc teraz miałabym nie spróbować zapomnieć o tym wszystkim i dać się ponieść chwili?
– Napiję się – przytaknęłam. – Prowadź.
Uśmiechnął się z satysfakcją, jakby doskonale wiedział, o czym myślałam i jakie decyzje podejmowałam w głowie. Wydało mi się to niepokojące, ale odegnałam nieprzyjemne myśli.
Raz się żyje, Abby! – dodałam sobie otuchy.
Zaczęliśmy się przeciskać przez tłum ludzi. Ich ramiona pokryte farmą ocierały się o moją bluzę. Niektórzy z nich zagradzali mi przejście, a wtedy poczułam męską dłoń wokół swojej. Nick tylko się uśmiechnął, a ja mu na to pozwoliłam. Prowadził mnie, dzięki czemu znacznie łatwiej pokonaliśmy drogę.
Zatrzymał się tuż przy drewnianym stoliku. Stały na nim butelki z piwem, a także z mocniejszym trunkiem. Chłopak nasypał lodu do dwóch plastikowych kubeczków, a potem zrobił małą mieszankę. Wymieszał kilka rodzai przeróżnych alkoholi, a potem kazał mi wszystko wypić. Nawet przez chwilę się nie zawahałam. Przechyliłam kubeczek, a napój o dziwnym smaku wypełnił moje gardło. Nie była to najprzyjemniejsza rzecz pod słońcem, ale z dziwnego powodu chciałam więcej. Spojrzałam na Nicka. Szczerzył się w uśmiechu, nalewając nam drugą kolejkę.
Po kilku minutach robiło mi się na prawdę gorąco. Czułam, jak moje policzki robią się czerwone. Zrzuciłam szarą bluzę i odłożyłam na blat stołu. Biała koszulka o wiele bardziej pasowała do całego klimatu. Świeciła się, a ja nie czułam się pominięta.
– Do twarzy ci z tymi włosami. – Jego dłoń odgarnęła kosmyk moich włosów, brudząc je przy tym zieloną farbą. Nick uśmiechnął się sam do siebie i pociągnął mnie w zupełnie inną stronę. Znów przeszliśmy przez tańczących ludzi, ale teraz było zupełnie inaczej. Śmiałam się sama do siebie, a może do nich? Byli weseli, a ja chciałam im towarzyszyć. Kręciłam się w kółko, jak inni. Moje stopy same podskakiwały, a wszystko inne dookoła przestawało istnieć. Czy tak czuła się niezależna i szczęśliwa osoba?
– Musimy cię pomalować!
Znów złapał mnie za dłoń, a potem zaprowadził do krótkowłosej kobiety. Trzymała w dłoni pędzle, a tuż za nią stało sporo puszek wypełnionych kolorowymi substancjami. Nim zaczęła cokolwiek robić, włożyła swoje narzędzie pracy do ust, a potem się do mnie zbliżyła. Jej dłonie znalazły się na mojej białej koszulce. Jednym ruchem oderwała kawałek materiału, a potem znów powtórzyła ruch.
– Teraz wyglądasz o niebo lepiej – powiedziała.
Spuściłam głowę w dół, aby zobaczyć, czego tak na prawdę dokonała. Mój brzuch był odkryty, a koszulka zwisała delikatnie, odkrywając skrawki różowego stanika. Zanim zdąrzyłam wyrazić swoje zdanie, dziewczyna ochlapała mnie kropelkami kolorowej farmy, a połowę twarzy pokryła delikatnymi liniami, które kończyły się na szyi.
– I jak? – Sama nie wiedziałam, dlaczego, ale odwróciłam się do Nicka, chcąc usłyszeć jego zdanie na ten temat. Jednak po minie widziałam, co chciał powiedzieć. Uśmiechnęłam się sama do siebie i ruszyłam dumnie, omijając go.
DJ grał kolejny kawałek, który o dziwo znów przypadł mi do gustu. Znalazłam się pomiędzy dwójką nieznajomych mi ludzi i zaczęłam tańczyć razem z nimi. Czułam dwie pary dłoni na moich odkrytych biodrach i brzuchu. Wokół pojawiło się jeszcze więcej nieznanych mi osób, a chwilę później w mojej dłoni znalazł się czerwony kubeczek z trunkiem, który niecałą sekudę później wypiłam. Śmiałam się, odpowiadając na rzucane w moją stronę uśmiechy.
Nick – jedyna osoba, jaką znałam z tego tłumu – na całe szczęście kręcił się obok, za co, chociaż nigdy bym nie pomyślała, byłam mu wdzięczna. I gdy poddawałam się woli, tańcząc w najlepsze, ocierając się o inne ciała i po prostu bawiąc się, zauważyłam blond czuprynę z charakterystyczną bandamką. Ashton. Moje serce zabiło mocniej, ale wtedy mój wzrok padł na grupkę dziewcząt, jaka go otaczała. Wysoka szatynka z włosami sięgającymi pasa, trzymała poufale dłoń na jego ramieniu, a inna obejmowała go oburącz w pasie. Pozostałe kokietowały go, a on poddawał się temu, powoli sącząc napój z plastikowego kubeczka.
Zabolało.
Czy właśnie dlatego chciał, abym przyszła? Chciał mnie zranić, wywołać we mnie zazdrość? Za każdym razem, gdy ufałam mu bardziej, on robił coś takiego, że cofałam się o dwa kroki. Zacisnęłam pięści, ignorując ból wbijających się w ciało paznokci.
Przyszłam tu pogodzić się z nim, a jedyne co uzyskałam, to zawroty głowy i cios prosto w serce. Przede mną pojawił się Nick. Kącik jego ust świecił się na różowo, a jakaś dziewczyna uparcie próbowała go objąć. On jednak odepchnął ją, aby następnie objąć mnie. Nie oponowałam. Byłam zraniona postawą Ashtona. Nie rozumiałam, czemu podał mi adres – wcześniej byłam pewna, że po to, abym przyszła, ale w tamtym momencie już nie byłam pewna niczego. Po co sugerował, skoro i tak miał w planie bawić się z innymi?
– Chodź! – krzyknął mi do ucha Nick, odciągając mnie na bok.
Chwilę później odetchnęłam z ulgą, gdy stanęliśmy z boku. Oparłam się o chłodną ścianę i przymknęłam oczy, jednak pod powiekami wciąż wirowały mi różnokolorowe kształty.
– Pić – jęknęłam, a Nick zachichotał.
– Proszę.
W mojej dłoni niemalże od razu pojawił się kubek. Otworzyłam oczy i spojrzałam wdzięcznie na chłopaka. Oddałam mu pusty kubeczek, a on sięgnął za siebie i ze stolika, którego nie zauważyłam wcześniej, wziął kolejny. Po następnych trzech nie czułam się pijana, ale nie ufałam sobie w tym stanie – stanie euforii i radości. Spojrzałam na mojego towarzysza wieczoru inaczej. Nie był już tą samą, irytującą osobą. Ostrożnie położyłam dłoń na jego lewej piersi. Nie wiedziałam, czy to sprawa basów, czy to naprawdę jego serce biło tak mocno.
– Ashton to pieprzony szczęściarz – rzucił, spoglądając to na moją dłoń, to w moje oczy. – Bardzo cię lubię, Ab.
– Ab? – Uniosłam do góry brew.
– Ab. – Uśmiechnął się szeroko. – Ale ty chyba nie koniecznie lubisz mnie, co?
– Nikt jeszcze nie nazwał mnie Ab – odparłam. – W tej chwili lubię cię bardzo, Ni.
– Ni? – Teraz była jego kolej na uniesienie brwi. Roześmiał się głośno i pokręcił głową.
– Ni – przytaknęłam. – Nie mów teraz o Ashtonie – dodałam ze złością. – Nie psuj mi humoru!
Spojrzał na mnie zdumiony.
– Więc nie przyszłaś tu dla niego? – zapytał.
– Tak, ale... Nie będę ci się tłumaczyć!
Aby podkreślić powagę moich słów, tupnęłam nogą, ale nie trafiłam w podłogę, tylko w jego stopę. Zachichotałam i zduszonym głosem przeprosiłam. Znów pokręcił głową – tym razem rozbawiony do granic możliwości. Jego oczy lśniły w niebieskich światłach. Podobało mi się to.
Moje myśli znów powędrowały do blondyna otoczonego wianuszkiem półnagich dziewcząt i momentalnie przysunęłam się bliżej Nicka, wtulając twarz w jego wysmarowany zieloną farbą tors.
– Chcę jeszcze – powiedziałam twardo.
Chłopak roześmiał się, odchylając nieco głowę do tyłu i podał mi kolejny kubek i następny. Spoglądał na mnie pięknymi w ultrafioletowym świetle oczami, a gdy oblizał usta, nie mogłam się powstrzymać i złapałam go za ramiona. Stanęłam na palcach i złączyłam swoje usta z jego. Smakował dziwnie. Trochę słodko, trochę alkoholem, ale też farbą. Skrzywiłam się nieznacznie, przypominając sobie tamtą dziewczynę, którą odepchnął. Niewątpliwie musieli się całować, bo na jego ustach została przecież różowa farba.
Jęknęłam w proteście, gdy Nick odsunął się ode mnie. Palce bolały mnie od stania na nich. Usłyszałam wściekły ryk i zachwiałam się, gdy moje dłonie straciły oparcie w ramionach chłopaka. Chciałam otwarcie protestować, gdy zakręciło mi się w głowie. Po praz pierwszy tego wieczoru pomyślałam, że picie – i to w takich ilościach i tempie – nie było dobrym pomysłem. Wyciągnęłam dłoń i złapałam się pierwszego, na co natrafiłam. Było to czyjeś ramię. Uniosłam wzrok i jęknęłam przeciągle, nie wiedząc, czy mam być zła, czy szczęśliwa.
– Abby.
Głos Ashtona był surowy.
Mphfn. – Z mojego gardła wyrwało się bełkotliwe słowo, którego nawet mój umysł nie mógł zrozumieć.
– Ty kutasie! – Ash warknął do Nicka, popychając go na ścianę. – Ty chuju, upiłeś ją!
– Sama chciała! – odezwał się odważnie Nick.
Pięść Irwina prawie spotkała się z twarzą chłopaka, gdy czyjaś drobna dłoń pojawiła się na jego nadgarstku, powstrzymując go.
– Spieprzaj, Sue – warknął, ale po chwili jakby przypomniał sobie o mojej obecności. – Sue, zabierz Abby do swojego auta, niech odetchnie. – Spojrzał surowo najpierw na mnie, później na dziewczynę, która wykrzywiła czerwone usta w geście protestu. – Proszę – dodał twardo, powstrzymując się od warknięcia. – Zaraz do was dołączę.
– Chodź, księżniczko. – Dziewczyna złapała mnie za łokieć i pociągnęła w stronę wyjścia.


Ashton•
Targały mną sprzeczne emocje. Z jednej strony byłem wściekły na Abby, że całowała Nicka, z drugiej miałem ochotę obić tę jego piękną buźkę za to, że upił moją dziewczynę i doprowadził do takiego stanu. Gnojek.
Wypchnąłem tego kretyna na zewnątrz, z uśmiechem patrząc, jak upada na ziemię, a następnie podnosi się z trudem. Moja mina zrzedła, gdy zobaczyłem, że mimo wszystko uśmiecha się z satysfakcją. To rozwścieczyło mnie jeszcze bardziej.
– Wiesz, Ash, twoja laska całuje zaje...
Nie czekałem, aż skończy. Uderzyłem od razu, biorąc mocny zamach i trafiając prosto w jego nos. W ciszy wyraźnie było słychać dźwięk łamanej kości.
– Jeżeli to było zajebiste, to spróbuj sobie wyobrazić, jak zajebiście całuje mnie – syknąłem.
– Mam to potraktować jako wyzwanie? – rzucił, uśmiechając się mimo bólu.
Zaatakowałem, ale tym razem był przygotowany na cios, więc bez problemu się obronił, a następnie wymierzył mi uderzenie w brzuch. Zdążyłem odskoczyć do tyłu, ale nie na tyle, aby całkowicie ominąć cios, więc jego pięść – lekko, ale jednak – spotkała się z moim żołądkiem. Byłem jednak tak rozwścieczony, a w żyłach krążyła adrenalina, że ledwo cokolwiek poczułem. Zamiast tego rzuciłem się na chłopaka, wściekle uderzając gdzie popadnie. W tamtej chwili nic nie było w stanie mnie powstrzymać.
Na Nicka sypały się cios za ciosem, a ja z każdym następnym czułem jedynie coraz większą radość. Zasługiwał od dawna i dziwiłem się, że tak długo wytrzymałem od interwencji. Żałowałem jedynie, że to jego pocałunek z Abby mnie zmotywował.
Gdy odsunąłem się od chłopaka – który kiedyś był moim dobrym kumplem – i spojrzałem na jego spuchniętą twarz i krwawiący nos, nie poczułem niczego.
– Odpierdol się od niej – powiedziałem cicho i odwróciłem się na pięcie.
Słyszałem, jak pluje za moimi plecami, ale nie obeszło mnie to za bardzo. Teraz chciałem tylko odstawić Abby bezpiecznie do domu.


Chłodne powietrze i wyładowanie się na Nicku ostudziły moją złość. Zatrzymałem się za rogiem magazynu i powoli wypaliłem jednego skręta, aby uspokoić się jeszcze bardziej. Poziom adrenaliny spadał, przez co zaczynałem odczuwać ból żołądka po uderzeniu Nicka, jednak nie interesowało mnie to. Nie był to pierwszy raz i za pewne nie ostatni.
W końcu całkowicie spokojny rozpocząłem poszukiwania auta Sue. Miałem nadzieję, że Abby nie robiła problemów, bo Sue nie należała do miłych osób, zwłaszcza, gdy ktoś jej rozkazywał i zwłaszcza, gdy musiała kogoś niańczyć.
Przy wejściu do magazynu stało kilkoro znajomych, śmiejąc się głośno, rozmawiając i pijąc. Zawołali mnie do siebie, lecz jedynie odmachałem, podążając dalej, w stronę prowizorycznego parkingu. Odnalezienie srebrnego volvo nie zajęło mi wiele czasu. Z ulgą zobaczyłem, że Abby grzecznie siedzi bokiem na fotelu pasażera, przy otwartych drzwiach obok których stała Sue. Gdy mnie zobaczyła, zaczęła wściekle bełkotać.
– Kotku, nic nie rozumiem – zaśmiałem się cicho, aby następnie westchnąć głośno. – Sue, mam jeszcze jedną prośbę.
– Będziesz mi winny dwie przysługi, dupku – rzuciła chłodno.
– Nie piłaś, prawda?
– Wsiadaj – powiedziała i okrążyła auto, aby usiąść za kierownicą. – Tak, odwiozę was – westchnęła.
– Dzięki. – Naprawdę byłem jej wdzięczny. – Abby, kochanie, przesiadamy się do tyłu – powiedziałem, łapiąc dziewczynę pod pachami i ciągnąc w górę. Następnie pomogłem jej wsiąść na tylne siedzenie, a sam zająłem miejsce obok.
Mimo urazy, że całowała Nicka, cieszyłem się, że chociaż pijana, wciąż była przytomna.


Spóźniłyśmy się z rozdziałem... kilka miesięcy. Jest nam z tego powodu głupio, ale mamy ogromną nadzieję, że mimo wszystko nam wybaczycie i wciąż tu będziecie. Brakowało nam motywacji, aby skończyć ten rozdział, więc żywimy nadzieję, że przyjmiecie go ciepło i wyrazicie swoje zdanie w komentarzu. Pamiętajcie, że każdy komentarz to dla nas wielka motywacja do dalszego pisania – zwłaszcza po tak długim czasie, więc śmiało piszcie, co myślicie. ;) /Bellezza i Koneko 


Obserwatorzy